• Wpisów:52
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 22:15
  • Licznik odwiedzin:5 321 / 1437 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znacie to uczucie, kiedy macie marzenia, których nie jesteście w stanie zrealizować? Nie ważne czy przez finanse, czy inne wpływające na to czynniki. Okropne, prawda? To teraz wyobraźcie sobie, że ja właśnie mam takie swoje małe marzenie.. Wszystko było dobrze do czasu, aż trzy dni temu poznałam pewną osobę. Nie nawiązała się między nami żadna więź, a mimo wszystko w którejś rozmowie zeszliśmy na pewien temat. Temat, który był ściśle związany z czymś, czego wręcz pragnę. A teraz siedzę i patrzę, jak dokładnie ta sama osoba spełnia MOJE marzenia..

 

 
"Matura to bzdura", aczkolwiek przydatna Ostatnie dwa dni nauki przed ostatnim egzaminem! Witaj ustna maturo z polskiego.. Czy są tutaj jacyś maturzyści, którzy mają to już za sobą? Pochwalcie się swoimi tematami

 

 
Szpaku! Trzymamy kciuki!

  • awatar I'm ready to run: No i skubany dał radę! Teraz niech celuje w podium w sobotę :D
  • awatar ∞Lost my way❁: O! Ja trzymam kciuki! Mam nadzieję że daleko zajdzie i zajmie wysokie, satysfakcjonujace miejsce
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
EPILOG
* rok później *
Wraz z Matthew, Kate oraz Lucasem dolecieliśmy właśnie na lotnisko w Barcelonie. Mieliśmy w planach spędzić szalone dwa tygodnie z naszym najlepszym przyjacielem! Musieliśmy uczcić pare rzeczy: zaliczenie naszego pierwszego roku na studiach, ślub mojego brata, mojego siostrzeńca, który jest w drodze, sukcesu firmy państwa Mou, wybicia się Kaspara w firmie ojca oraz oczywiście nasze spotkanie. Po odebraniu naszych walizek skierowaliśmy się przed lotnisko. Tam już czekał na nas uśmiechnięty od ucha do ucha Kasp.
- Witajcie! - krzyknął, podchodząc do nas z bananem na twarzy. - Jak ja się za wami stęskniłem!
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w mojego starego przyjaciela. Tak bardzo mi go brakowało, że aż miałam ochotę wyć z radości.
- Cześć, braciszku. - szepnęłam. - Wiesz, że Cię teraz nie puszczę?
- Może jednak kiedyś mi go oddasz. - usłyszałam za plecami.
Przed moimi oczyma zobaczyłam roześmianą Rachel. Nasze relacje się poprawiły, a sama nie ma już za złe moich bliskich kontaktów z jej chłopakiem. Uściskałam ją mocno i skinęłam głową na Mou.
- Jak się sprawował? - spytałam.
- Nie najgorzej. - roześmiała się. - Aczkolwiek muszę jeszcze popracować nad jego dyscypliną w pracy. Ten pacan nie potrafi się zachować przy klientach.
Kaspar wydał z siebie podirytowany dźwięk, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Powodzenia, Rach. - prychnęłam. - To jest uparte jak osioł, osiągnąć taki sukces to podchodzi pod Mission Impossible.
- Dobra! - przerwał mi Kaspar.- My tu gadu gadu, a obiad w domu czeka.
Tak więc spakowaliśmy swoje graty do siedmioosobowego samochodu i pojechaliśmy do malowniczej rezydencji państwa Mou. Wypakowaliśmy swoje torby i rozsiedliśmy się przy basenie, oczekując gotowego posiłku.
- Kochanie. - usiadłam na kolanach Matta i wtuliłam głowę w jego szyję. - Pamiętasz co się tutaj stało?
Matthew objął mnie w talii i pocałował w czubek głowy.
- Jak miałbym zapomnieć? - prychnął. - O mało sie tutaj nie utopiłem!
Zachichotałam i odsunęłam się na kawałek, żeby móc spojrzeć w jego oczy.
- Nie ma za co. - cmoknęłam językiem.
Każda sekunda tamtej sytuacji wyryła sie w mojej głowie. Matthew zaczął się topić, a my przeprowadziliśmy szybką akcję ratunkową. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co by było, gdybym wtedy go straciła. Na samą myśl o tym wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
- Na czułości się zebrało? - rzucił Kaspar, który właśnie wyszedł z domu. - Jakie to urocze. I pomyśleć, że jeszcze zaledwie rok temu siedziałaś tutaj w objęciach kogoś innego.
Niewiele myśląc sięgnęłam po poduchę, która leżała na krześle ogrodowym i cisnęłam nim w mojego przyjaciela.
- Zamknij się, Mou. - fuknęłam, ledwo powstrzymując uśmiech.
Kasp roześmiał się i skłonił się do pasa.
- Podano do stołu, niewdzięcznicy.
Widok szczęsliwego państwa Mou wprawił mnie w jeszcze lepszy nastrój. Za czasów dzieciaka byli oni kimś na wzór zastępczych rodziców. Zaproponowali nam uroczyste przyjęcie w barze mamy Kaspara, na co oczywiście sie zgodziliśmy. Kiedy przygotowywałam się do wyjścia, przyszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha Matt. Odwróciłam się w jego stronę i wstałam na nogi.
- Jak wyglądam?
Chłopak podszedł do mnie, objął w talii i mocno przyciągnął do siebie.
- Zjawiskowo. - wymruczał. - Jak zawsze, z resztą.
Poczułam jak moje policzki zaczynają piec. Oczywiście nie uszło to uwagi mojemu kochanemu, przez co mogłam usłyszeć jak bezczelnie zaczął się śmiać.
- Jakie to urocze. - wykrztusił.
Walnęłam go ręką w prawe ramię, na co on złożył czuły pocałunek na moich ustach.
- Nie złość się. - odchrząknął. - A teraz na poważnie. Niestety nie będę mógł pójść z wami do knajpy, ale obiecuję, że tam przyjdę.
Mimowolnie zmarszczyłam czoło i spojrzałam w oczy Matta.
- Co Ty kombinujesz?
Nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się zawadiacko.
- Nic, słońce. - pocałował mnie w usta, po czym zerknąl na zegar ścienny. - A teraz uciekam. Widzimy sie później, tak?
Skinęłam głową, wciąż zaszokowana jego zachowaniem. Złożył pocałunek na moim czole i zniknął za drzwiami od pokoju.
- Co to miało być? - mruknęłam pod nosem. - Coś mi się tutaj nie podoba.
Dziesięć minut później byliśmy już w drodze do baru. Ku mojemu zdziwieniu szliśmy tam pieszo. Rozgladałam się po okolicy, po czym przyszła mi do głowy pewna myśl.
- Kaspar? - zagadnęłam. - Czy do waszego lokalu nie prowadzi czasem tamta droga?
Mówiąc to, skinęłam głową na prostopadłą ulicę do tej, na której się znajdowaliśmy.
- Taa.. - zaczął niepewnie. - Ale sądziłem, że będziecie chcieli zwiedzić trochę Barcelonę.
Prychnęłam i spojrzałam na Lucasa i Kate.
- Wiedzieliście coś o tym?
Przyjaciele pokręcili głową, uśmiechając się do mnie. Co oni wszyscy kombinują? A może ja mam jakąś paranoję? Westchnęłam i ruszyłam dalej za Kasparem. Szłam i podziwiałam pobliskie zabytki, kiedy to dotarliśmy do całkiem znanego mi miejsca.
- O rany. - pisnęłam.
Moim oczom ukazała się fontanna, z która wiązały mnie naprawdę wspaniałe wspomnienia. Uśmiechnięta od ucha do ucha podeszłam do murka i spojrzałam w taflę wody.
- Nic się nie zmieniło. - powiedziałam sama do siebie.
- Oprócz pewnej małej rzeczy,
Na głos Matta odwróciłam się i zobaczyłam go. Elegancko ubrany, kroczacy w moją stronę z szerokim uśmiechem. Ręce trzymał zaś z tyłu, co mnie zaciekawiło.
- Jakiej? - spytałam, krzyżując ręce na piersi.
- Pamiętasz, z kim tutaj stałaś?
Poważnie? Teraz musiał wyjechać mi z Eddiem? Skinęłam głową i cmoknęłam językiem.
- Aż za dobrze.
- A pamiętasz, jakie miałaś życzenie? - mówiąc to podchodził do mnie coraz bliżej.
Przystanęłam z nogi na nogę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Chciałam znaleźć miłość swojego życia.
Matthew podszedł do mnie tak blisko, że nasze czoła się zetknęły.
- I znalazłaś?
Zachichotałam i lekko musnęłam jego wargi.
- Myślę, że tak.
Chłopak wziął głęboki wdech i cofnął się kawałek. Zaskoczona obserwowałam go w momencie, gdy ten zaczął klękać na jedno kolano, a zza pleców wyciągnął bukiet pięknych, czerwono białych róż. Dłonią zakryłam usta, a oczy zaszły mi łzami. Mój luby posłał mi tej swój piękny, skradający serce uśmiech.
- Margaret Howse. - głos mu drżał, lecz nie przerywał. - Czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
Stałam tam sparaliżowana. Dosłownie! Nie mogłam nic z siebie wydusić.
- Zgódź się! Powiedz tak! - nawoływały tłumy, które zebrały się na naszych oczach.
Po jakieś chwili podeszłam do niego i złapałam go za ręce.
- Wstań, głuptasie. - wyłkałam poprzez łzy.
- Najpierw chcę usłyszeć odpowiedź.
Z jego ust nie znikał uśmiech, a ja nie musząc się zastanawiać nad odpowiedzią, skinęłam głową i poczułam, że na mojej twarzy również wkrada się usmieszek.
- Tak. - zachichotałam. - Wyjdę za Ciebie.
Wkoło rozbrzmiały brawa, lecz ja skupiłam się na mężczyźnie, który wyciągnął czerwone pudełko z kieszeni i wsunął mi pierścionek na palec. Rzuciłam się jemu na szyję i pocałowałam go tak namiętnie, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie miałam ochoty odrywać się od mojego NARZECZONEGO, odejść z tego miejsca, czy chociażby odsunąć sie od Matta chociaż na centymetr.
- Hej. - rozbrzmiał głos Kate obok. - Gołąbeczki.
Matthew z uśmiechem na twarzy oderwał się od moich ust i pocałował mnie w czoło.
- Gratulacje, siostrzyczko! - rozbrzmiał głos obok mnie, obejmując mnie od tyłu i odsuwając od Matta. - Tak się cieszę!
- Kaspar, puść mnie. - zaśmiałam się.
Postawił mnie na ziemi, lecz zaraz po tym wpadłam w objęcia szlochającej Kate.
- Kochana. - wyłkała. - Tak się cieszę! Gratuluję!
Pocałowałam ją w policzek i z uśmiechem na twarzy odsunęłam się od niej. Spojrzałam po twarzach przyjaciół, dokładnie im sie przygladając.
- Wszyscy o tym wiedzieliście, prawda?
W odpowiedzi usłyszałam głośny śmiech. Lucas podszedł do mnie i złożył pocałunek na moim czole.
- Gratulacje, złośnico.
Prychnęłam i wyszeptałam jemu na ucho.
- Teraz Twoja kolej, panie Abney.
Chłopak puścił do mnie oko i powiedział poprzez śmiech.
- O to sie nie martw, mała.
Z uśmiechem podeszłam do mojego narzeczonego i wzięłam od niego ten piękny bukiet. Złożył na moich ustach czuły pocałunek, po czym wtulił się w moje plecy, wtulając się twarzą w moją szyję.
- Wiesz, był moment, że zwątpiłem, czy się zgodzisz. - wymruczał w moje włosy.
Wolną ręką złapałam jego dłoń i przystawiłam sobie do ust.
- Byłabym kompletną idiotką, gdybym popełniła taki błąd.
Matthew pocałował mnie w szyje, po czym się odsunął i splótł razem nasze ręce
- Idziemy. - orzekł.
- Gdzie? - spytałam zdezorientowana.
- Do naszego lokalu. - rzucił roześmiany Kaspar. - Przecież nie odpuściłbym okazji, żeby nie zorganizować mojej małej siostrzyczce przyjęcia zaręczynowego.
Tym oto sposobem z uśmiechem na twarzy rozpoczęłam nowy rozdział z moim przyszłym mężem.
 

 
Rozdział 25
* kilka tygodni później, dzień ślubu *
- Przypniesz mi welon, Meg? - spytała Mindy.
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
- Jasne.
Wzięłam do ręki biały materiał, a moja przyszła bratowa zaczęła wylewać mi swoje emocje.
- Jestem strasznie zestresowana, wiesz? Co jeśli coś pójdzie nie tak? Albo jak mój brat zapomni obrączek? Rany! To jest dość podobne do Brocka. Cholera, zaczynam panikować. To nigdy nie zwiastuje niczego dobrego, co?
Nałożyłam welon na jej głowę i obróciłam ją twarzą do mnie. Kucnęłam i zrównałam nasz wzrok.
- Weź głęboki wdech. - uśmiechnęłam się. - I ogarnij się, kobieto. To ma być najszczęśliwszy dzień w Twoim życiu! Wszystko pójdzie tak, jak powinno. Ja z Brock'iem się o to zatroszczę.
Posłała mi uśmiech i pocałowała mnie w policzek.
- Dziękuję. szwagierko. - spojrzała na zegarek. - Musimy jechać.
Skinęłam głową i podałam jej dłoń, żeby pomóc jej wstać. Ona wyszła z pokoju, a ja zabrałam się za ubieranie wcześniej uszykowanej sukienki. Była krótka, czarna z prześwitującym materiałem w dekolcie oraz rowem między piersiami. Poprawiłam szybko włosy, które spięłam w pięknego koka, upewniłam się czy wcześniej zrobiony makijaż jest nienaruszony i zeszłam na dół. Na widok mojej osoby towarzyszącej szeroko się uśmiechnęłam.
- Cześć! - krzyknęłam podchodząc do chłopaka.
- Dzień dobry, piękna. - odpowiedział Matthew, dając mi buziaka w policzek. - Wspaniale wyglądasz.
Uśmiechnęłam się i okręciłam wokół własnej osi, po czym zmierzyłam przyjaciela od góry do dołu.
- No, no. - cmoknęłam językiem. - Ty też wyglądasz niczego sobie, panie Godfrey. Taki elegancki i sek..
- No już, już dzieciaki. - rzucił tata, przerywając mi w połowie zdania. - Musimy jechać.
Sięgnęłam do schowka po bolerko, czarne szpile i poręczną torebkę.

Msza minęła szybko i przyzwoicie, tak jak powinna. Zaraz po tym skierowaliśmy się na salę, aby móc rozpocząć zabawę. Moje miejsce znajdowało się pomiędzy moim bratem, a Matthew. Podeszliśmy do stołu i wzięliśmy do rąk szampana.
- Chciałabym wznieść toast za młodą parę! - krzyknęłam, szeroko się uśmiechając.
Wypiliśmy ciesz znajdującą się w lampce i zaczęliśmy skandować "gorzko". Zjedliśmy obiad, po czym nadszedł czas na pierwszy taniec młodej pary do piosenki "A thousand years".


Młoda para wyglądała na tak zakochaną w sobie, że aż robi się ciepło na serduchu. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, widząc mojego brata ze swoją drugą połówką. I pomyśleć, że jeszcze niedawno byliśmy małymi gówniarzami. W momencie gdy zakończyli swój taniec, na sali rozbrzmiały gromkie brawa. Orkiestra zaczęła grać, a ludzie ruszyli na parkiet. Siedziałam na krześle, oglądając jak zabawa się rozkręca. Nagle poczułam, że ktoś mnie zaczepia.
- Czy mogę prosić panią do tańca?
Matthew jedną rękę miał za plecami, stał w lekkim skłonie, a drugą dłoń wyciągnął w moją stronę.
- Ależ oczywiście.
Poszłam więc za moim partnerem na środek sali, po czym daliśmy się ponieść rytmom muzyki. Muszę przyznać, że czułam się tak jak tamtego dnia, w którym robiliśmy przyjęcie dla Kaspara.
- Co się tak uśmiechasz, hm? - zagadnął Matt.
Popatrzyłam w jego niebieskie oczy i powiedziałam jednym tchem.
- Wspominam nasze pierwsze dni. Wtedy jeszcze wszyscy tutaj byliśmy, a w moim i Twoim życiu nie pojawili się państwo Stone.
Na samo wspomnienie mojego byłego chłopaka moja mina się skrzywiła. Ale zamknęłam już ten rozdział, mimo że w moje serce w dalszym ciągu się nie zagoiło. Matt podniósł mój podbródek do góry i ciepło się uśmiechnął.
- A teraz bawię się w Twoim towarzystwie. Nic lepszego nie mogło mnie spotkać.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w klatkę piersiową mojego przyjaciela. Przetańczyliśmy razem kilka kawałków, po czym zrobiło mi się duszno. Wyszłam na dwór, a wraz ze mną Matthew. Usiadłam na pobliskim murku od fontanny i otuliłam się ramionami. Nawet coś tak głupiego przypomniało mi o Eddiem.


- Znowu o nim myślisz. - usłyszałam oskarżenie.
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam w taflę wody.
- Wiesz jakie miałam wtedy życzenie? - spytałam.
- Nie.
- Marzyłam, żeby w końcu odnaleźć miłość swojego życia. - zachichotałam nerwowo. - Niezła ironia losu, co?
Matthew głosno westchnął. Obróciłam się w jego stronę i zauważyłam, że bacznie mi się przygląda.
- No, niezła. - mruknął.
- Może kiedyś się nam poszczęści. - zaśmiałam się. - Znajdziemy tą jedyną osobę, z którą będziemy spędzać każdą wolną chwilę, śmiać się z tych samych żartów, cieszyć z własnych przeżyć.
Poczułam, że Matthew zesztywniał. Popatrzyłam na niego z uniesioną brwią.
- Stało się coś? - spytałam troskliwie.
- Nie wydaje Ci się, że właśnie opisałaś naszą dwójkę? - spojrzał mi w oczy. - Spędzony każdy dzień razem, wspieranie siebie w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, wspólne wygłupy, łzy.
Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Matthew?
- Tamtego dnia, w którym Ciebie poznałem.. - przetarł ręką kark. - Moi rodzice poinformowali mnie, że myślą nad rozwodem. Tłumaczyli mi, że oprócz mnie nic ich nie łączy. No i spotkałem Ciebie. Uśmiechniętą od ucha do ucha, piękną. Jak się później okazało to inteligentną, zabawną, wrażliwą..
Matt zaciął się, a ja ze łzami w oczach przełknęłam gulę, która stanęła mi w gardle.
- Ja..Yhh.. N-n-no.. - zacisnął oczy, po czym spojrzał prosto w moje lica. - Kocham Cię. Meg.
Zbaraniałam! Mój Matthew, najlepszy przyjaciel, osoba, z którą dzielę każdą moją chwilę.. Zakochał się we mnie.
- Przepraszam. - wyjąkał. - Chciałem powiedzieć to wcześniej, ale widziałem, że kręcisz z Eddiem, a potem on.. No miałem ochotę zabić tego gnoja, bo Ty zasługujesz na kogoś lepszego. Nie mówię, że to ja ale..
Przerwałam tą jego nerwową paplaninę pocałunkiem. Był on delikatny, czuły.. Poczułam tęsknotę, kiedy Matt odkleił się od moich ust.
- Ja też Cię kocham, Mattie.
Poczułam, że się uśmiecha, po czym złożył kolejny pocałunek na moich ustach.
- Oo, przepraszam, że przerywam,, - usłyszałam gdzieś z boku.
Odwróciłam się i zobaczyłam speszonego brata, który stał przy wyjciu na taras.
- Ja nie wiedziałem. - rzucił wzruszając ramionami.
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
- Potrzebujesz mnie? - spytałam.
Charlie posłał mi szeroki uśmiech.
- Chciałem prosić o taniec moją małą, kochaną siostrzyczkę. - spojrzał na Matt'a. - Mogę ją porwać?
Matthew podniósł ręce w geście poddania się, a ja pocałowałam go w policzek i skierowałam się w stronę sali.
- Czy mogę? - spytał pan młody, całując mnie w rękę.
- No niech się zastanowię..
- Nie ma czasu. - pociągnął mnie na salę. - Właśnie leci mój ulubiony kawałek.

Kiedy siedzieliśmy przy stole, moja świeżo upieczona bratowa wzniosła toast.
- Chciałabym podziękować pewnej osobie, za wszystko, co dla mnie nas zrobiła. - spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
"O nie, nie, nie. Nie rób tego, proszę"
Moje błaganie w myślach na nic się nei zdało, ponieważ za chwilę rozbrzmiał głos.
- Margaret Howse. - mój brat wstał i dołączył się do niej.
- Za wspaniałą kobietę, która pomogła w przygotowaniach. - zachichotał. - Specjalnie dla nas wróciła szybciej ze swoich wakacji w Hiszpanii, aby pomóc to wszystko ogarnąć. - podniósł kieliszek, uśmiechając się do mnie. - Wszystkiego najlepszego, siostrzyczko. Dużo miłości, bo ktoś musi zając moje puste miejsce w domu.
Zaśmiałam się przez łzy i posłałam im buziaka.
- Kocham Cię. - powiedziałam bezgłośnie do brata.
Po toaście orkiestra zaczęła grać następną piosenkę.
- Czy mogę prosić moją ukochaną do tańca?
Spojrzałam na Matta. Mojego, jedynego Matta. Uśmiechnęłam się i ruszyliśmy na parkiet, tańcząc w rytm piosenki "All of Me".
- Co dalej będzie, hm? - zagadnęłam.
Matthew uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie lekko w usta.
- Jakoś to będzie. Tylko nie daj się zwariować.
 

 
Rozdział 24
"Jeśli spotkasz się Matthew, to przekaż mu, że bardzo zależy mi na skontaktowaniu się z nim. Z góry dziękuję."
Ahh, ta miłość. Odłożyłam telefon pod poduchę i zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 10. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w zwiewną, białą sukienkę i zeszłam na dół. Zauważyłam, że wszyscy jeszcze śpią, więc postawiłam wodę na gaz i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Całość zajęła mi może z dziesięć minut. Położyłam więc przygotowane kanapki na stole, po czym wyłączyłam gwiżdżący czajnik. Obudziłam rodzinę i zrobiłam im kawę.

- Siostra, mam do Ciebie biznes. - powiedział mój brat z pełną gębą.
Zmarszczyłam czoło i skinęłam na niego głową. W przeciwieństwie do Charliego mam kulturę, więc nie będę się odzywać, skoro coś mam w ustach.
- Trzeba wynaleźć dekoracje.
Przełknęłam szybko kanapkę i uśmiechnęłam sie szeroko.
- Ja dzisiaj mam wolne, misiu. - odchrząknęłam. - W każdym razie, mama miała się tym zająć. Mów co chcesz, ale to ona zna się na rzeczy. Ja ewentualnie pomogę ustrajać według obmyślonych planów.
Charlie trzepnął się ręką w czoło i jęknął.
- Zapomniałem o tym.
Uśmiechnęłam się szeroko. Dopiłam moją kawę, po czym podziękowałam i poszłam do siebie do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i włączyłam telewizor, który znajdował się na przeciwległej ścianie. Szczerze powiedziawszy, to w TV nie było nic ciekawego. Przełączałam z kanału na kanał, szukając szczęścia. Nagle usłyszałam nawoływanie z dołu. Zbiegłam więc do salonu.
- Mary! - rzuciłam się w ramiona dziewczyny, która właśnie weszła do domu. - Nie wierzę, że przyjechałaś!
Moja kuzynka roześmiała się i poczochrała mi włosy.
- Pomyślałam, że przyda wam się pomoc przy ślubie tego dryblasa. - spojrzała ukradkiem na Charlie'go, który szczerzył zęby. - Wspominał coś, że został z tym sam.
- Nie przeinaczaj moich słów. - przewrócił oczami. - Powiedziałem tylko, że Mindy ma poślizg w delegacji, więc jestem trochę osamotniony.
Pokręciłam głową i wzięłam jedną torbę mojej o dwa lata starszej krewnej.
- Chodź. - uśmiechnęłam się. - Zaniesiemy Twoje bagaże do mojego pokoju.
- To tam będę spać? - spytała zaciekawiona.
- Zmieścimy się na jednym łóżku.

Całe popołudnie przegadałam z Mary, która intensywnie przeżywała swoje opowieści. Wspominała mi, że znalazła wspaniałego chłopaka, który się jej oświadczył.
- A jak to jest u Ciebie, hm? - zagadnęła. - Masz już jakiegoś na oku?
Mimowolnie uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
- A i owszem.
- To kiedy go poznam?
Spojrzałam na swoje dłonie i zaczęłam bawić się paznokciami.
- Nieszybko. Eddie siedzi w Barcelonie, a wraca dopiero we wrześniu.
Naszą rozmowę przerwał mój telefon. Przeprosiłam moją kuzynkę i wyszłam na przedpokój.
- Czołem, Matt.- rzuciłam wesoła. - Co tam?
- Hej. Chciałem się upewnić, czy nasze spotkanie jest aktualne.
Kompletnie o tym zapomniałam! No ale jeszcze nic straconego.
- Pewnie. O której i gdzie sie spotkamy?
- Może przyjdę do Ciebie o 18?
- Załatwione. A teraz muszę kończyć, więc nie obraź się, ale..
Chłopak roześmiał się, po czym szybko się pożegnał i rozłączył. Wróciłam do pokoju i oznajmiłam mojej kuzynce, że prawdopodobnie będzie miała okazję poznać mojego przyjaciela.

Punktualnie o 18 usłyszałam dzwonek do drzwi. Wybiegłam z pokoju jak oparzona.
- Ja otworzę! - wydarłam się na całe gardło.
Stanęłam przed drzwiami, poprawiłam sukienkę i otworzyłam wrota do mojego domu.
- Dzień dobry, Meg. - przywitał się Matthew,
- Hej. Wejdź do środka.
Przeszedł przez próg i pocałował mnie w policzek.
- A to za co? - spytałam zaskoczona.
- A czy zawsze musi być jakiś powód?
- Emm.. nie.. - odpowiedziałam speszona. - Dobra, chodź do mojego pokoju. Poznasz moją kuzynkę.
Chłopak przystanął i odpowiedział poważnie.
- Wiesz co, Meg? Nie myśl, że ja mam coś przeciwko poznawaniu Twojej krewnej, ale wolałbym porozmawiać z Tobą w cztery oczy.
Zaskoczył mnie tą wiadomością. Przeczesałam włosy ręką i szybko próbowałam znaleźć miejsce, zeby móc spokojnie porozmawiać.
- To może chodźmy do ogrodu? - zaproponowałam.
Podreptaliśmy więc na tyły mojego domu i usiedliśmy przy stoliku. Zaniepokojona zachowaniem mojego przyjaciela, zaczęłam się wiercić. Matthew z kolei siedział i wpatrywał się przez jakiś czas w trawę.
- A, właśnie. - zaczęłam, żeby przerwać głuchą ciszę. - Wczoraj napisała do mnie Melanie.
Chłopak gwałtownie podniósł głowę do góry i rzucił mi zaniepokojone spojrzenie.
- Co Ci przysłała?
Wygięłam łuk brwiowy i spojrzałam zaskoczona jego reakcją.
- Prosiła, żebym przekazała Tobie informację, że chce się z Tobą skontaktować.
- Podła zołza. - burknął pod nosem.
Przysunął do mnie krzesło i oparł swoje łokcie na nogach, biorąc moje dłonie w swoje.
- Posłuchaj Meg.. - zaczął niepewnie. - Chcesz wiedzieć dlaczego zerwałem z Melanie?
Skinęłam lekko głową i pogłaskałam kciukiem jego skórę.
- Pamiętasz ten dzień, w którym rozmawialiśmy przez skype? - potwierdziłam, po czym kontynuował. - Tamtego dnia spałem u Melanie. Rano robiłem śniadanie, kiedy to przyszedł do niej Eddie. Jak skończyłem, to skierowałem się do jej pokoju, żeby oznajmić, iż jedzenie jest na stole.
Uśmiechnęłam się na samo wypowiedziane imię mojego chłopaka.
- No i wtedy podsłuchałem ich rozmowę.
Matt spojrzał mi w oczy, a ja mogłam dostrzec w nich mieszaninę bólu, żalu, smutku i zawodu.
- Eddie przyszedł z pretensjami, że Melanie wepchała mu jakąś dziewczynę do łóżka. Oni się przespali, Meg. Był wściekły na kuzynkę, bo dosypała jemu czegoś do napoju, przez co nie do końca kontaktował.
Poczułam, jak moje ciało sztywnieje, a obraz zamazuje mi się, spowodowany napływem łez. Nie wiem dlaczego, ale jakaś cząstka mnie wiedziała, że Matthew by mnie nie oszukał. Ufałam jemu bezgranicznie, dlatego nie miałam powodu, żeby jemu nie wierzyć. Mimo to wydukałam z siebie jedno słowo.
- Kłamiesz. - wyszeptałam.
Matthew pokręcił głową.
- Przykro mi, Meg. Dowiedziałem się również, że zdradzał Ciebie na początku związku. Co prawda zapierał się, żę Cię kocha i świata poza Tobą nie widzi, ale jednak to zrobił.
- Dlaczego on mi to zrobił? - powiedziałam łamiącym się głosem. - Jebany dupek! A ja myślałam, że to coś poważniejszego. - moje słowa przechodziły w lament, zagłuszany wybuchami płaczu. - Jaka ja byłam naiwna!
Matthew nic więcej nie powiedział, tylko podszedł i przytulił mnie do siebie. Czując wsparcie mojego przyjaciela, oparłam się o jego klatkę piersiową i pozwoliłam sobie na opłakiwanie mojego zdruzgotanego serca.
- Już dobrze, Meg. - wyszeptał mi w włosy. - On po prostu nie był Ciebie wart. - pogłaskał po plecach i pocałował w czubek głowy.
- Zostałam teraz sama. Nawet nie mogę porozmawiać o tym z Kate czy Kasparem, bo ich tutaj nie ma. - wyłkałam.
- Nie myśl tak. - odpowiedział automatycznie. - Jestem przy Tobie, Meg. Zawsze będę.
______________________________________________________________
Witajcie, kochani! A więc powracam do was, żeby w końcu dokończyć opowiadanie! Mam nadzieję, że spędzę tutaj dłuższą chwilę, gdyż nie mam już takiego obowiązku jak szkoła Będę na bierząco kiedy tylko skończę zdawać wszystkie matury!
 

 
Rozdzial 23
Nastepnego dnia wstalam wczesniej, aby dokonczyc razemz Charliem to, co zaczelismy poprzedniego dnia. Zapukalam do jego drzwi, lecz nie uslyszalam odzewu. Wzruszylam ramionami i zeszlam na sniadanie. Okazalo sie, ze moj braciszek zasnal przy stole kuchennym. Ledwo powstzrymujac sie od smiechu zaszlam go od tylu i wyszeptalam mu do ucha.
- Charliee.. - Zanucilam. - Wstaawaaj, za godzine jedziemy do kosciola.
Mezczyzna tak sie zerwal, ze za mocno przechylil sie na krzesle i wywrocil na plecy. Tym razem nie probowalam tego zdusic tylko sie rozesmialam. Moj braciszek pomacal sie po karku i rzucil mi krzywe spojrzenie.
- Mala, bezczelna wredota.
Wyszczerzylam do niego zęby i podalam reke, zeby pomoc tej lamadze wstac.
- Dzieki. - Wystekal, podnoszac dupsko z podlogi.
Ja natomiast podeszlam do lodowki po moj ulubiony sok.
- Eee.. - zaczelam lekko poirytowana. - Kto mi wypil multiwitamine, co?
Spojrzalam na brata i tym razem to on sie do mnie szeroko usmiechnal.
- Ten, ktorego z rana chcialas poslac do grobu.
Czy to aby z pewnoscia moj brat? Pokrecilam glowa i siegnelam po butelke z woda mineralna. Odwrocilam sie w strone brata i skinelam glowa.
- Raz, dwa, panie adwokacie. Musimy dokonczyc to, co zaczelismy wieczorem.
Caly poranek oraz polowe popoludnia spedzilismy na zalatwianiu formalnosci. Skonczylismy okolo godziny 16, wiec postanowilam pojsc pobiegac. Kocham ten moment, w ktorym najzwyczajniej swiecie moge sie od wszystkiego odciac. W glowie jest tylko cisza, spokoj i.. Matthew? Czemu u licha zerwal z Melanie? I dlaczego to ma cos wspolnego ze mna? Niech mi tylko nikt nie mowi, ze to zazdrosc jak u Rachel. Steknelam i przebieglam dwa kilometry. Po maratonie wrocilam do domu i po szybkim prysznicu polozylam sie do lozka. Wzielam telefon do reki i napisalam do Matt'a.
"O ktorej bedziesz w Londynie?"
Nie musialam dlugo czekac na odpowiedz.
"O 10 rano. Mam nadzieje, ze moge liczyc na mile przywitanie przez sliczna blondynke?"
Zachichotalam i odpisalam mu.
"Bede czekac na lotnisku."
Nawet nie wiem kiedy zasnelam. Obudzilam sie o 8 rano. Szybka mobilizacja, ogarniecie W 100% i przygotowanie sobie sniadania. Postanowilam, ze zrobie kilka dodatkowych kanapek dla Matthew, bo znajac zycie i jego zoladek to przyleci glodny. Poinformowalam Charliego, ze wychodze i wsiadlam do samochodu. Jakis czas pozniej dotarlam do celu. Mialam ogromny prpblem, zeby znalezc miejsce do zaparkowania! Matko kochana! Gdzie tyle ludzi! Podirytowana w koncu cos upatrzylam i zostawilam tam samochod. Dziesiec minut szukalam! I tak stalam gdzies na daleekim zadupiu. Poszlam na lotnisko i czekalam do momentu, az zobacze mojego przyjaciela. Jedna grupa ludzi i nic. Druga grupa ludzi i nic. Popatrzylam na zegarek i wytrzeszczylam oczy na widok godziny 10: 30. Nagle na ramieniu poczulam czyjas dlon. Przestraszona odwrocilam sie i zauwazylam usmiechnieta od ucha do ucha mine mojego przyjaciela. Zlapalam sie za serce i pokrecilam glowa.
- Panie Godfrey, ja tu z dobroci serducha do pana przyjezdzam, a jedyne co dostaje w zamian to zawal.
Matthew rozesmial sie i mocno mnie przytulil.
- Nie badz zla, myszko. - Pocalowal mnie w policzek. - Strasznie sie za Toba stesknilem
Prychnęłam i spojrzałam na niego spod byka.
- Załóżmy, że jakoś z tego wybrnąłeś. - uśmiechnęłam się szeroko. - A tak na poważnie, to cieszę się, że przyjechałeś.
Chłopak skinął głową i odsunał się kawałek, sięgając po walizki.
- Pomóc Ci? - zaoferowałam.
Matthew prychnął i postukał się w czoło.
- W życiu nie wykorzystam kobiety do takich rzeczy.
Jak mnie irytuje przejaw tej męskiej dumy! Westchnęłam i wzięłam chociaż poręczy bagaż. Co prawda Matt chciał coś powiedzieć, lecz szybko go zbyłam. Doszliśmy do samochodu, spakowaliśmy jego manatki i skierowaliśmy wprost do domu przyjaciela. Podłączyłam swój telefon do radia, przez co leciał same znane przez nas piosenki. Śpiewaliśmy, śmialiśmy się do czasu aż zajechaliśmy na jego podjazd.
- Wow. - wyszeptałam na widok czarnego jaguara pod domem.
Matthew nie podzielał mojego entuzjazmy. Jęknął głośno i wyszedł z samochodu. Zrobiłam to samo i otworzyłam jemu bagażnik.
- O co chodzi? - spytałam zatroskana.
- Moi rodzice są w domu. - burknął.
- Ejj.. - szturchnęłam go w bok. - To chyba dobrze, co? Wiem jak wyglada sytuacja między wami. Ale jakby nie patrzeć nie było Ciebie w domu przez długi okres czasu. Na pewno się ucieszą.
Matthew wykrzywił swoją twarz, co miało chyba być uśmiechem. Weszliśmy do domu. Panowała tutaj zupełna cisza, przez co miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Nie znali mnie, a póki co nie miałam ochoty poznawać tej dwójki. Zawsze miałam uprzedzenia do rodzin, które nie szanują swoich krewnych. Nie mówię, że tak jest w tym wypadku.. No ale jednak Matt sporo przez nich przeszedł. Weszliśmy do jego pokoju. Chłopak postawił swoje rzeczy pod ścianą i zwrócił sie do mnie.
- Dzięki za podwózkę. - uśmiechnął się. - Kiedyś Ci się odwdzięczę.
I tutaj dostałam nagłego olśnienia!
- Wiesz.. - zaczęłam niepewnie. - Właściwie to ja już wiem w jaki sposób mógłbyś mi pomóc..
W jego oczach zobaczyłam determinację oraz szczere rozbawienie. Dziwny facet. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- No więc? - ponaglił.
- Jak wiesz.. Mój brat ma za niedługo ślub. Eddie wraca dopiero we wrześniu, a ja nie chcę iść na to wesele sama.. Więc pomyślałam, że mógłbyś ze mną pójść..
Na wspomnienie o tym jego mina spoważniała, a on sam lekko się wkurzył. Poddenerwowana przystanęłam z nogi na nogę.
- Czyli nie.. - szepnęłam pod nosem.
Matthew pokręcił głową.
- Nie no, oczywiście, że się pójdę. - uśmiechnął się i lekko skłonił. - To będzie zaszczyt być u Twego boku w tak ważnym dniu dla Twojej rodziny, pani.
Zaśmiałam się i przytuliłam do mojego przyjaciela.
- Dziękuję.
Matt pogłaskał mnie po plecach po czym dodał poważnym tonem.
- Znajdziesz dla mnie chwilę wieczorem? - spytał.
Westchnęłam i pomyślałam o tym, co mam dzisiaj do roboty.
- Właściwie to jadę z Charlie i mamą oglądać sale. Hmm.. Ale jutro mam chyba wolny. Może być?
- Pewnie. - odpowiedział. - Przyjdę po Ciebie, co?
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym wróciłam do domu. Nie zdążyłam nawet wejść do pokoju kiedy zostało oznajmione mi, że wyruszamy w drogę.
*
Pierwsza sala mieściła 150 osób. Miała nowatorskie wykończenie z ciekawym wnętrzem i zachwycającym sufitem z kryształowymi żyrandolami oraz wmontowanymi lustrami ciekawie odbijającymi tańczących gości. Obok zostało wydzielony specjalny podest dla orkiestry, nagłaśniający całą salę.
- Co Ty na to? - spytał mnie Charlie.
- Zajebista, braciszku. - rzekłam obezwładniona urokiem sali.
Pojechaliśmy dalej. Druga sala była nieco bardziej skromna. Na każdej ścianie znajdowały się wielkie okna, ukazujące piękno otaczającego ogrodu. Pod nimi były poustawiane okrągłe stoły z śnieżnobiałymi obrusami, które niesamowicie nadały sali kameralnego wystroju. Na środku było miejsce do tańczenia, wyróżniające się ciemniejszym odcieniem parkietu. Minusem była maksymalna liczba gości, która wynosiła 60 osób. Do tej pory potwierdziło przyjście 100 osób, przez co niestety ta piękność nam odpadła. Z kolei trzecia sala zaparła dech w piersi! Pierwsze co wpadło mi w oko to był sufit! Oświetlony był niebiesko-fioletowym kolorem, a na tym białe odcienia światła, które wyglądały jak gwiazdy! Na ścianie można było dostrzec różowe odcienie. W tym miejscu stały porozstawiane okrągłe, bialutkie stoły, przy którym mogło usiąść dziesięć osób. W tej stali parkiet taneczny oraz podest dla orkiestry ustawiony był w miejscu, które wyglądało na jakąś przybudówkę, które jednak było w tym samym budynku. Okna były zakryte białymi firanami, godnymi salonów prezydenckich. Okazało się, że sala była w stanie pomieścić maksymalnie 180 osób.
- Charlie. - powiedziałam, pochodząc do niego. - Nie wiem jak Ty, ale ja brałabym tą.
Brat uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował mnie w policzek.
- Kochana, właśnie tylko utwierdziłaś mnie w wyborze!
Godzinę później byliśmy już po formalnościach i zmęczeni wracaliśmy do domu. Musiałam przysnąć, ponieważ obudziło mnie szturchanie w ramię.
- Córeczko, wstawaj. Jesteśmy na miejscu.
Niewiele myśląc poszłam do siebie do pokoju, przebrałam się w koszulkę do spania i ułożyłam się na łóżku. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam wiadomość od Melanie.
______________________________________________________________
Witajcie, cześć i czołem Poniżej podaję wam zdjęcia sal!
Sala number one!



Sala number two!



Sala number three!




 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 22
Perspektywa Matthew (dzień wcześniej)
Obudziłem u boku mojej partnerki. Przeciągnąłem się i obróciłem twarzą do ukochanej. Promienie słońca utworzyły wokół jej głowy aureolę przez co wydawała mi się jeszcze piękniejsza. Nie chcąc jej budzić wstałem i wziąłem swoje rzeczy, żeby móc wziąć szybki prysznic. Ustawiłem wodę na nieco chłodniejszą, ponieważ to jest najlepszy sposób na rozbudzenie mojego zaspanego umysłu. Szybko się umyłem, ubrałem i skierowałem do pokoju. Na łóżku siedziała już rozbudzona Melanie i szeroko się do mnie uśmiechnęła.
- Dzień dobry, kochanie. - powiedziałem.
Usiadłem na drugim końcu łóżka i lekko pociągnąłem dziewczynę. Upadła na plecy a ja pochyliłem się nad nią i złożyłem na jej ustach czuły pocałunek.
- No hej. - odpowiedziała jeszcze bardziej uśmiechnięta.
- Jak minęła noc?
Melanie zaśmiała się i pokręciła głową.
- Nie wliczając Ciebie mówiącego przez sen to było cudownie.
Roześmiałem się i pocałowałem ją przepraszająco w usta.
- Wybacz, sądziłem, że już z tego wyrosłem. - Spojrzałem na zegarek i wstałem z łóżka. - Pani pozwoli, że skorzystam z Twojej kuchni i przygotuję śniadanie?
- Jasne. - rzuciła uradowana.
Uśmiechnięty od ucha do ucha zszedłem na dół i zdziwiłem się, gdy zauważyłem Eddiego wchodzącego do mieszkania. Był zdenerwowany, co bardzo mnie zaskoczyło, gdyż nigdy tak się nie zachowywał.
- Cześć, Ed. - rzuciłem uśmiechając się do niego.
Spojrzał na mnie i rozejrzał się dookoła.
- Co Ty tu robisz? - spytał bez ogródki.
- Śniadanie. - zaśmiałem się. - Chcesz też? Mogę zrobić dla czterech osób.
- Czterech? - spytał, wciąż zdezorientowany.
Ściągnąłem brwi i kiwnąłem głową.
- Dla Twojego kuzyna.
- A no tak. - odchrząknął. - Nie, właściwie to podziękuję. Wpadłem tylko coś powiedzieć Mel i uciekam.
- Jak tam sobie chcesz.
Zacząłem przygotowywać śniadanie godne królów, a Eddie skierował się na piętro. Z upływem czasu dało się słychać coraz to donośniejsze, podnoszone głosy mojej dziewczyny i jej kuzyna. Zaparzyłem kawę i postanowiłem pójść poinformować Mel, że wszystko gotowe. Co prawda nie chciałem im przerywać, aczkolwiek jedzenie mogło szybko wystygnąć. Wchodząc po schodach usłyszałem, że wypowiadają imię mojej przyjaciółki. Wiem, że to nie ładnie, ale zacząłem nasłuchiwać.
- Ty mnie w to wkopałaś. - warknął Eddie.
Melanie jęknęła.
- Ta dziewczyna nie jest dla Ciebie! - cicho krzyknęła. - Dobrze wiesz, że jej nie znoszę.
Było słychać, że wściekły chłopak zrzucił cos na podłogę.
- I zgrywałaś jej przyjaciółkę, po co? Dla Matta? Tak się chciałaś jemu przypodobać?! Z resztą, nie ważne. - rzucił. - Ja ją kocham, Melanie. A Ty wywinęłaś taki numer. Jak mogłaś zrobić mi coś takiego?!
- Eddie.. - zaczęła. - Chciałam zaznaczyć, że sam ją zdradziłeś kilkukrotnie.
Tego się nie spodziewałem. Miałem ochotę wejść i tak jemu prz*ebać, że się owinie wokół własnej osi. Jednak wstrzymałem się z tym i zacząłem nasłuchiwać dalej.
- To było na początku związku. - głos mu się załamał. - Wtedy jeszcze nie czułem do niej tego, co czuję teraz. Nie musiałaś wpychać mi jakieś laski do łóżka! I to jeszcze za kasę! Ile jej zapłaciłaś, co?! Jak wysoko sobie cenisz własnego kuzyna, kretynko?! - ryknął. - Co takiego zrobiła Tobie Margaret, że posuwasz się do takich rzeczy?! A ten filmik... Nadal go masz? Co zamierzasz z nim zrobić? Wyślesz go Meg i pokażesz jak to jej chłopak bzyka tanią dziwkę?
- Nie wyzywaj mojej przyjaciółki! - syknęła. - Przepraszam, że Ciebie uraziłam ale..
Dłużej już nie zniosłem. Wszedłem do środka i podszedłem do Eddiego. Złapałem go za szmaty i przycisnąłem go do szafy.
- Ty śmieciu. - warknąłem.
Oczy chłopaka zaszły łzami i próbował uspokoić mnie gestykulacją rąk.
- Matt, uspokój się. - usłyszałem gdzieś za plecami, ale nie zwróciłem na to uwagi.
- Zamknij się. - syknął Edd na swoją kuzynkę. Spojrzał na mnie i kontynuował. - Wysłuchaj mnie. Naprawdę tego nie chciałem, Matt. Mel to zmanipulowała. Dodała mi do napoju jakieś prochy otumaniające, ja.. Ja kocham Margaret i nigdy bym jej czegoś takiego nie zrobił. Musisz mnie zrozumieć! Proszę!
Z jego oczu popłynęły łzy. Jednak mnie to nie ruszyło. Puściłem go i odwróciłem się tylko po to, żeby zrobić większy zamach i uderzyć pięścią w tą jego przystojną twarzyczkę.
- Matthew! - krzyknęła rozdygotana. - Coś Ty zrobił?
Podeszła do mnie i lekko mnie popchała. Złapałem jej ręce i warknąłem prosto w twarz.
- Nawet mnie nie dotykaj, rozumiesz? - serce mi pękało. Jak moja dziewczyna mogła coś takiego zrobić Meg? Wziąłem głęboki oddech i odrzuciłem jej dłonie na bok. - Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
Musiałem stamtąd wyjść, ponieważ wiem, że mogłoby to się źle skończyć. Wziąłem swoje rzeczy i wyszedłem z domu. Skierowałem się prosto do Kaspara i prowadząc samochód wziąłem telefon do ręki. Chciałem zadzwonić i się umówić z nim na spotkanie, aczkolwiek wiedziałem, że siedzi teraz gdzieś z Rachel. Albo tak się tylko tłumaczyłem? Byłem cały rozdygotany z nerwów. Czułem się zawiedziony i skrzywdzony przez Melanie. Mimo to wciąż miałem w głowie Margaret. Jak ona to przyjmie? Wiem przecież jak bardzo zależy jej na Eddiem. Ona kocha go całym sercem, a on najzwyczajniej w świecie.. Ah! Trzepnąłem ręką w kierownice i wybrałem numer do Kaspa. Mężczyzna stwierdził, że nie ma co zwlekać i dzisiaj wieczorem porozmawia z Meg na skype. Po co ma czekać w Anglii na swojego księcia z bajki, który w Hiszpanii wykręca jej takie numery? Dojechałem do niego do domu i automatycznie się spakowałem. Miałem dość pobytu w tym miejscu. Po kilku godzinach zbierania swoich gratów usłyszałem nawoływanie Kaspara. Okazało się, że Meg ma wolny czas i możemy do niej zadzwonić. Na widok mojej przyjaciółki serducho mocniej mi zabiło. Po czym zdałem sobie sprawę z tego, że jej za niedługo zostanie złamane.
- Co Ci jest, Matt? - spytała piękna blondynka.
- Zerwałem z Melanie.
- Co się stało? - spytała przejęta Meg.
Nie chciałem jej tego powiedzieć przez komunikator internetowy.
- Wybacz, Meg, ale nie chce o tym rozmawiać.
Na co idiota Lucas, który siedział obok, musiał dorzucić swoje trzy grosze.
- A powinieneś. - prychnął. - Kto jak kto ale Meg powinna o tym wiedzieć.
Kopnąłem go pod stołem tak mocno, że ten aż odszedł od ekranu i zaczął pokazywać mi środkowy palec.
- O czym Wy mówicie?! - nasza kochaniutka Meg stawała się coraz bardziej poddenerwowana.
- To nie jest rozmowa na skype. - powiedziałem delikatnie.
- To niby jak mam się dowiedzieć?!
„Najlepiej, żebyś nie musiała się tego dowiadywać, ślicznotko”, pomyślałem. Jest dla mnie bardzo ważna i nigdy nie wyobrażałem sobie, że coś takiego będę musiał jej przekazać. Ale skoro mus..
- Pojutrze wracam do Londynu.
______________________________________________________________
Witam po przerwie! Musicie mi wybaczyć, lecz wiecie... Zakończenie wakacji, rozpoczęcie roku, a to w dodatku już klasa maturalna.. Mam nadzieję, że chociaż rozdział się spodoba. Dajcie znać co myślicie o zaistniałej sytuacji! Kto się czegoś takiego spodziewał?
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Rozdział 21
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Meg. - usłyszałam głos. - Zejdź na obiad.
Lekko oszołomiona i tylko na wpółżywa przykryłam głowę kołdrą i wymruczałam.
- Eddie, powiedz Matthew, żeby przestał mi..
- Co Ty gadasz?
Otworzyłam oczy i zamiast Eddiego zauważyłam mamę stojącą nad moim łóżkiem. Poczułam się jakbym zobaczyła zjawę. Gwałtownie się wyprostowałam i rozejrzałam po pokoju. No tak.. Przecież wczoraj wróciłam z Hiszpanii.
- O jakim Eddiem Ty mówisz? - wyrwała mnie z porannego otępienia.
Przeciągnęłam się i ziewając grzecznie odpowiedziałam rodzicielce.
- Przyjaciel, mamo. - uśmiechnęłam się. - Co dobrego upichciłaś?
Nic nie powiedziała tylko pokręciła głową i skierowała się do drzwi.
- Zejdziesz to zobaczysz.
Po szybkiej porannej,a właściwie popołudniowej, toalecie zbiegłam na dół. Kuchnia była już pusta, więc bez żadnego zastanowienia zaczęłam wcinać potrawę. Zjadłam, pozmywałam i poszłam po telefon.
"Kochanie, odezwę się do Ciebie w poniedziałek wieczorem. Prędzej nie będę miał jak się z Tobą skontaktować. Kocham Cię "
Zaskoczona tą wiadomością usiadłam na łóżku i odpisałam na sms.
"Masz aż tak napięty grafik, że przez tydzień nie będziemy mogli porozmawiać? Miłego wypoczynku, kochanie."
Chciałam rzucić tym telefonem o ścianę, ale zauważyłam drugiego sms'a od Kaspara.
"Księżniczko, daj znać kiedy będziesz wolna. Mam Tobie dużo do opowiedzenia."
- Mhm, szkoda że mój chłopak nie potrafi się tak zmotywować. - powiedziałam sama do siebie.
Położyłam telefon na komodę i wzięłam głęboki wdech. Co to, do cholery, za dziwna szopka? Jęknęłam i skierowałam się do pokoju Charliego. Zapukałam do drzwi i czekałam, aż coś odpowie.
- Wejdź. - rozbrzmiał stlumiony głos.
- Cześć, braciszku.
Odwrócił sie do mnie i uśmiechnął szeroko.
- Niedźwiedź wyszedł ze swej jamy po śnie zimowym?
Zaśmiałam sie i usiadłam na krześle obok niego. Spojrzałam na monitor i zauważyłam, że przegląda właśnie jakąś listę. Zainteresowana skinęłam na ekran.
- A to co? - zapytałam.
Charlie westchnął i przetarł twarz swoją dłonią. Oparł brodę o rękę i spojrzał na spis.
- Mindy przysłała mi listę propozycji dotyczące wystroju naszej sali.
- Hmm.. - mruknęłam i rzuciłam okiem na ekran. - Czarny? Poważnie? Wykreśl to od razu! To nie stypa!
Mój braciszek się zaśmiał i zrobił to, co powiedziałam.
- Pozostaje nam jakieś dziesięć innych koncepcji. - jęknął.
Uśmiechnęłam się szeroko i krzyknęłam w stronę drzwi.
- Mamo, możesz na chwilę przyjść?
Zdziwiony Charlie spojrzał na mnie, a ja wzruszyłam ramionami.
- W końcu jest architektem wnętrz, no nie?
Po przyjściu mamy wszystko jej wyjaśniliśmy, a ona bez większego zastanowienia zgodziła się i spisała pomysły Mindy. Z kolei ja z Charliem zajęłam się listą gości. Oczywiście nie wszyscy potwierdzili swoje przybycie i musieliśmy zadzwonić się upewnić. Zajęło nam to całe popołudnie. Wieczorem tata przyniósł nam do pokoju kolację i skinął głową na syf kartek leżący obok nas.
- Zróbcie sobie przerwę na dzisiaj.
Mój braciszek przeciągnął się i spojrzał na zegarek.
- O cholera, północ.
Ziewnęłam i sięgnęłam po swój talerz z dwoma kanapkami.
- W takim razie idę do siebie. - rzuciłam. - Jutro do tego wrócimy.
Po zjedzeniu kolacji i szybkim prysznicu wysłałam sms'a do Kaspara.
"Mam czas wolny."
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
"Wejdź na skype"
Zaskoczona jego ochotą na rozmowę ze mną przeciągnęłam się i włączyłam laptop. Połączenie.. Kasp.. Odbierz.. Na ekranie pojawiły się twarze Luca, Kaspara oraz Matthew.
- Cześć, Meg. - rzucił uśmiechnięty barman.
Pomachałam do kamerki i uśmiechnęłam się szeroko.
- Dobry wieczór. Co u was słychać?
Kaspar zaczął mi opowiadać o tym, jak świetnie wiedzie się jemu oraz jego rodzicom. Bar był już skończony i w piątek ma być otwarcie. Z kolei Lucas opowiadał o tym jak spędził czas z Kate. Matthew siedział cicho i nic nie powiedzial.
- Co Ci jest, Matt?
Wykrzywil sie lekko i po raz pierwszy przemowil.
- Zerwalem z Melanie.
Szczeka doslownie mi opadla. Przeciez wygladali na tak mocno zakochanych.
- Co sie stalo?
- Wybacz, Meg, ale nie chce o tym rozmawiac.
- A powinienes. - Prychnal Luc. - Kto jak kto ale Margaret musi sie o tym dowiedziec.
Nie mialam bladego pojecia, co wlasnie powiedzieli. Pokrecilam glowa i popatrzylam prosto w kamerke.
- O czym wy mowicie?
- To nie jest rozmowa nw skype.
Poirytowana prychnelam i lekko wkurzona zacisnelam piesci.
- To niby jak ja mam sie dowiedziec?!
Nastala krotka przerw, ktora przerwal Matt.
- Pojutrze wracam do Londynu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moi drodzy! Od jakiegos czasu mam problen z wstawieniem postu na bloga, poniewaz jestem poza domem przez cale wakacje Ale wkrotce postaram sie to poprawic Wroce z kilkoma rozdzialami, gotowa do dzialania!
 

groszeq
 
opowiadanierpg
 
Imię nazwisko: Rosemarie Dalby
Wiek: 18
Pochodzenie: Rodzice dziewczyny są Anglikami, zaś mama jej ojca była Polką, przez co Rose jest zafascynowana tym krajem. Mieszka sama w Londynie, gdyż jej rodzina zostawiła ją i wyprowadziła się do małej wsi w woj. Lubuskim, w której wychowała się jej babcia.
Zainteresowania: W wolnych chwilach lubi poczytać książki, napisać lub zaśpiewać jakąś piosenkę oraz pracować w barze.



Thomas Murphy
Wiek: 23 lata
Pochodzenie: Ojciec pochodzi z Anglii, zaś matka była Włoszką. Rodzice rozwiedli się i chłopak zamieszkał wraz z mamą w Mediolanie.
Zainteresowania: Jego pasją jest gra w siatkówkę. W wolnym czasie lubi również wyjść ze znajomymi w plener, czy też udać się do pobliskiego schroniska dla psów, żeby pomóc bezpańskim pupilom.


 

 
Rozdział
Po kilku godzinach wylądowałam na lotnisku. Rozejrzałam się wkoło i zauważyłam Charliego, który do mnie machał.
- Cześć, siostra! - krzyknął z lekkim uśmiechem na twarzy.
Podbiegłam i przytuliłam się do tego pacana. Mogę na niego narzekać, marudzić non stop, aczkolwiek tęskniłam za nim strasznie.
- Cześć, Charlie. - powiedziałam i cmoknęłam językiem. - Jak się miewa nasz przyszły pan młody?
Mężczyzna jęknął i pokręcił głową.
- Dziwnie. Rozmawiałem z Mindy i dowiedziałem się, że wróci tydzień przed ślubem.
- Który jest...? - napomknęłam ciekawa dokładnego terminu.
- 15 sierpnia.
Skinęłam głową poklepałam go po ramieniu.
- Luzuj, brat. Damy sobie radę. Ale jeśli się nie gniewasz.. - powiedziałam, ziewając. - Może byśmy już pojechali do domu, co? Te loty samolotem są dla mnie męczące.
Charlie bez żadnego protestu wziął moje torby i zaniósł do samochodu. Po drodze nie miałam ochoty na rozmowę, więc wpatrywałam się tępo w szybę.
- Gniewasz się? - spytał nagle.
Odwróciłam się do niego twarzą i prychnęłam.
- Niby za co?
- Noo, że popsułem Tobie plany.
Uśmiechnęłam się lekko i wzrok znów zwróciłam ku krajobrazom przewijający się za szkłem.
- Daj spokój, Charlie. Przecież równie dobrze mogłam Tobie odmówić i zostać w Barcelonie. - ziewnęłam. - Skoro się zgodziłam to zrobiłam to z własnej woli, więc nie, nie gniewam się.
Mijały kolejne minuty, a ja rozmyślałam o tym, co robi teraz Eddie wraz z moimi przyjaciółmi. Może siedzą na plaży? Albo robią sobie grilla u Kaspara. Chociaż właśnie kończyli remont w barze jego mamy, więc może tam się udali. Po jakimś czasie dotarliśmy na podjazd. Z domu wybiegł tata i kiedy tylko wyszłam z samochodu mocno mnie przytulił.
- Moja mała, słodka Megy! - krzyknął radośnie. - Tęskniłem za Tobą!
Zaśmiałam się i poklepałam staruszka po plecach.
- Już nie taka mała, co? - uśmiechnęłam się. - A Ty dzisiaj masz wolne?
Tata skinął głową i pokazał gestem na Charliego.
- Poprosił mnie, żebym pomyślał o jakimś menu z drinkami oraz napojami na wesele. Stwierdziłem, że równie dobrze mogę się przydać do pozostałej części organizowania wesela.
- Mmm.. ok... - rzuciłam zdziwiona. - Ale pogadamy o tym później, dobra? Najchętniej to wzięłabym prysznic i poszła spać.
Tata poczochrał mi włosy i pocałował mnie w czoło.
- Leć, córuś. Ale nie myśl, ze ominie Cię rozmowa na temat Barcelony!
Uśmiechnięta ruszyłam na piętro i wskoczyłam do łazienki. Odkręciłam wodę w kabinie, obmyłam się i wyszłam do pokoju, żeby móc się położyć. Ułożyłam głowę na poduszce i.. Nagle zadzwonił mi telefon. Lekko podrażniona, że ktoś mi przerywa, wstałam i sięgnęłam po komórkę. Na ekranie wyświetlił się numer Matthew.
- Halo?
- Cześć, Meg. - rzucił radośnie chłopak. - Jesteś już w domu?
- Mhm. - mruknęłam, kładąc się ponownie na poduszce. - Stało się coś?
- W sumie too.. - zaciąl się na chwilę.
- W sumie to co? - nagliłam.
- To nic się nie stało. Stęskniłem się za Twoim głosem, ot co.
Jęknęłam i nakryłam głowę kołdrą.
- Widzieliśmy sie zaledwie kilka godzin temu, Matt.
- No i? - rzucił radosny. - A Ty co taka przymulona, łobuziaro?
- Właśnie leżę i próbuję zasnąć. Niestety ktoś mi przerwał.
W słuchawce rozbrzmiał śmiech chłopaka, przez co mimowolnie na moją twarz wpłynął uśmiech. Kochałam to.
- No już nie zatruwam Tobie tyłka. - rzucił. - Chciałem się upewnić, że bezpiecznie dotarłaś do Londynu. No i.. Eddie chciał z Tobą porozmawiać.
Westchnęłam i z zamkniętymi oczyma wymruczałam.
- Daj mi go do telefonu.
- Już się robi. Do uslyszenia, łobuzie!
- Mmmm.. Bywaj.
Mogłam uslyszeć jak chłopak krząta się po mieszkaniu i o coś potknął. W chwilę po tym rozbrzmiał głos mojego chłopaka.
- Cześć, Meg. - powiedział lekkim głosem.
- Dzień dobry, skarbie.
- Chciałem sie upewnić, czy wszystko w porządku.
Zaśmiałam sie w duchu, lecz wszystkimi siłami próbowałam nie zrobić tego w rzeczywistości. Odchrząknęłam i dodałam.
- To już jest was dwóch.
- Dwóch? - spytał zaskoczony.
- Mhm.. Matthew.
- A, no tak. - westchnął i niechętnie powiedział następnie zdanie. - Nie obraź się, ale będę już kończył. Chciałem tylko Ciebie usłyszeć i mieć pewność, że jesteś na miejscu. Poza tym.. Nie chcę zjadać Matthew impulsów.
- Nie ma sprawy. - ziewnęłam. - W takim razie dobranoc, Eddie.
- Dobranoc, Meg. Kocham Cię.
- Mmm.. Ja Ciebie też.
Połączenie zostało zakończone. Strasznie dziwne rozmowy, aczkolwiek miło z ich strony. Nawet nie miałam siły, żeby z nimi porozmawiać, bo byłam na wpół śpiąca. Odłożyłam telefon na komodę i momentalnie zasnęłam.
______________________________________________________________Witam po krótkiej przerwie
 

 
Rozdział 19
Następne dni mijały w oka mgnieniu. Wraz z Eddiem strasznie się do siebie zbliżyliśmy. Okazało się, że mój ukochany wraz z ze swoim bratem i kuzynostwem również przyleciał do Hiszpanii. Co lepsza, mieszkają niedaleko Londynu. Podczas tych dwóch tygodni poznaliśmy również masę osób, które także pochodzą z naszego miasta. Świat jest niby taki wielki, a zarazem tak mały! Dzień przed moim wyjazdem poszliśmy na plażę, abym mogła ją zapamiętać na strasznie długi czas. Rozłożyliśmy koce na piasku i położyliśmy się twarzami w stronę słońca. Eddie ułożył się po mojej lewej, zaś Kaspar po prawej. Spojrzałam na niego w momencie, gdy ten obserwował niebo.
- O czym myślisz? - zapytałam starego przyjaciela.
Chłopak uśmiechnął się lekko i głęboko westchnął.
- Pamiętasz, jak kilka lat temu poszliśmy na łąkę?
Przewróciłam oczami i również zerknęłam na niebo.
- Byliśmy tam masę razy, Kasp. Określ się dokładniej. - odpowiedziałam.
Chłopak zaśmiał się i założył rękę za głowę.
- Po tym, jak ukończyliśmy podstawówkę. Nasz pierwszy dzień wakacji. - obrócił się i popatrzył na mnie. - Opowiadaliśmy wtedy o wspólnych plamach na przyszłość. Kojarzysz?
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową na potwierdzenie.
- Chciałeś zostać baletnicą. - rzuciłam, dławiąc się ze śmiechu. - Marzyłeś, żeby zdobyć swoją chwilę sławy w operze w Sydney. Nie mam pojęcia, jak chciałeś to zrobić.
Kaspar roześmiał się i przetarł ręką twarz.
- Z kolei Ty chciałaś iść na psychologa, żeby mi pomóc. Założyłaś wtedy, że jestem powalony i potrzebuję terapii.
Oparłam się na łokciu i spojrzałam na niego uśmiechnięta.
- Nigdy nie powiedziałam, że jesteś powalony! - obruszyłam się. - Przynajmniej nie dosłownie.
Kaspar darej się chichrając opadł na plecy i znów spojrzał w niego.
- Ooo, tak. - prychnął. - Tyle pięknych planów.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na przyjaciela.
- Szkoda, że nic z tego nie wyjdzie, co Mou?
Chłopak przewrócił się na bok i uśmiechnął szeroko.
- Jeszcze nic straconego, ślicznotko. Skończę tutaj studia i zamierzam do was wrócić. - cmoknął językiem. - Mieszkanie w sąsiedztwie, posłanie naszych dzieci do tej samej klasy. Same przyjemności.
- Tsa. - prychnęłam. - Zapewne.
- Ty to chyba zawsze będziesz pesymistką, kochanie. - rozbrzmiał głos Eddiego.
Spojrzałam na niego i uniosłam brew.
- Ładnie tak podsłuchiwać czyjąś rozmowę? - zagadnęłam.
Uśmiechnięty puścił mi oczko, opierając się przy tym na łokciu.
- A masz przede mną jakieś tajemnice, których nie chcesz powiedzieć?
Przewróciłam oczyma i pocałowałam go.
- Nie mam. Co nie zmienia faktu, że Twoja kultura gdzieś wyparowała na przestrzeni lat.
Posłałam jemu łobuzerski uśmiech, a on jęknął i położył się twarzą w dół. Po dwóch godzinach wróciłam do domu, abym mogła się na spokojnie spakować. Kaspar zaproponował Eddiemu, że będzie tego dna u nas spał. Oczywiście jego do tego namawiać nie trzeba. Około godziny 23 byłam już gotowa do wyjazdu, więc usiadłam w salonie na kanapie i włączyłam telewizor.
- Szukałem Ciebie.
Odwróciłam się i zauważyłam mojego mężczyznę. Uśmiechnęłam się do niego i przesunęłam tak, aby miał miejsce do siedzenia. Eddie, co mnie wcale nie zdziwiło, położył się na kanapie i ułożył swoją głowę na moje kolana. Spojrzał w górę wprost w moje oczy. Jego mina nieco posmutniała.
- O której masz jutro samolot?
Prawą dłonią zmierzwiłam jego czuprynę, która przypominała artystyczny nieład. To dodawało Eddiemu pewnej słodkości. Lewą zaś chwyciłam jego rękę, którą mi podał.
- O 12:15 wylatuję z Barcelony. - odchrząknęłam. - Na lotnisko jadę o 10.
Chłopak ścisnął moją dłoń i jego twarz wykrzywiło.. właściwie co? Ból? Smutek? Bezradność? Wtulił swoją głowę w moje kolana i wymruczał w nie.
- Cholera, Meg. Nie chce, żebyś wyjeżdżała.
- Ja też tego nie chcę. Ale muszę, mój brat mnie potrzebuje.
Chwilę samotności przerwał nam Kaspar, który usiadł w fotelu obok. Okazało się, że po prostu chciał ze mną posiedzieć przez jakiś czas. Sama tego chciałam, więc spędziliśmy całą noc na rozmawianiu, wspominaniu i śmianiu się. Około 4 w nocy połozyłam się spać. Nie trwało to długo, gdyż obudził mnie Eddie, siadający na materacu mojego łóżka.
- Wstawaj, kochanie. - pocałował mnie w czoło. - Musisz się zbierać.
Przeciągnęłam się i skinęłam głową. Niechętnie wstałam i wzięłam w rękę naszykowane wcześniej ubrania. Skierowałam sie wprost do łazienki, żeby wziąć prysznic. Piętnaście minut później siedziałam na dole z moimi przyjaciółmi, wcinając nasze ostatnie wspólne śniadanie.
- Nie pogniewaj się, Meg, ale my nie możemy pojechać z Tobą na lotnisko. - wymamrotała w pewnym momencie Kate.
Wiedziałam, że skoro moja przyjaciółka tak mowi, to musi mieć ku temu porządne powody. Skinęłam nieco zawiedziona głową i spojrzałam na pozostałych.
- Wszyscy zostajecie? - spytałam.
Kaspar lekko się uśmiechnął i pokręcił głową.
- No chyba nie sądzisz, ze bym Ciebie nie odstawił na miejsce, ślicznotko. - prychnął. - Oczywiście, że jadę z Tobą.
- No i ja. - dodał Eddie.
Po śniadaniu pożegnałam się z Matthew, Kate, Lucasem, Melanie oraz Rachel i spakowałam wszystkie torby do samochodu. Udaliśmy się więc na lotnisko, nie odzywając się po drodze zbyt dużo. Kiedy dojechaliśmy na miejsce załatwiłam wszystkie formalności i w oczekiwaniu na moj lot usiedliśmy w jednym miejscu.
- Przeproś ode mnie Charliego. - rzucił Kasp. - Dostałem od niego zaproszenie na ślub kilka dni temu. Mam nadzieję, że zrozumie, dlaczego nie przyjechałem, hmm?
Zaśmiałam się cicho pod nosem i skinęłam głową.
- Pewnie, że tak.
Po godzinie przyszedł czas na rozstanie z dwoma mężczyznami. Najpierw nadszedł czas na Kaspara. Podszedł do mnie i pogłaskał dłonią po policzku.
- To nie jest pożegnanie, bo jeszcze kiedyś sie zobaczymy, ślicznotko. - uśmiechnął sie lekko, a z kącika jego oczu poleciały łzy. - Będę za Tobą tęsknił, wiesz?
Moja twarz była już wilgotna od płakania. Rzuciłam się w jego ramiona, a on mocno mnie do siebie przytulił.
- Uważaj na siebie, Kaspar. - wyłkałam. - I odzywaj się do mnie czasami.
- Masz to jak w banku. - Chłopak odsunął się i pocałował mnie w czoło. - Baw się dobrze na ślubie. A teraz zmykaj do Eddiego i leć do samolotu, bo zaraz startuje.
Uścisnęłam jego dłoń i ruszyłam w kierunku mojej miłości. Stanęłam przed nim i spojrzałam w jego oczy.
- Dostanę całusa na pożegnanie? - spytałam, próbując się uśmiechnąć przez łzy.
Chłopak podszedł do mnie i przytulił mocno do siebie.
- Kochanie, we wrześniu wracam do domu. - wyszeptał mi w włosy. - Obiecaj, że będziesz się do mnie odzywać każdego wieczoru.
Pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam sie lekko.
- Obiecuję.
Spojrzał mi prosto w oczy.
- Kocham Cię, Meg.
Pierwszy raz usłyszałam od niego te słowa. Łzy popłynęły mi po policzkach, a ja jak głupia zaczęłam się cieszyć.
- Ja Ciebie też.
Ledwo zdążyłam dokończyć zdanie, a Eddie przybliżył swoje usta do moich. Pocałunek był namiętny, aczkolwiek przesiąknięty tęsknotą. Wiedziałam, że będzie mi tego brakować. Mogłabym tkwić tak w miejscu, gdyby nie komunikat ogłaszający o zbliżającym się odlocie samolotu. Pożegnałam się z dwójką najwaznieszych mężczyzn w moim życiu. Później wszystko pamiętam jak przez mgłę. Bramka.. Wejście na pokład.. Start.. Potem zasnęłam w drodze do swojego domu.
______________________________________________________________
 

 
Rozdział 18
Szybko do niego podpłynęłam i zanurkowałam, aby wyciągnąć go ponad powierzchnię wody.
- Pomóżcie mi! - krzyknęłam, gdy wypłynęłam. - Szybko!
Kaspar wskoczył do wody i przejął ode mnie przyjaciela. Podczas gdy płynął z nim do brzegu, ja zszokowana i spanikowana tkwiłam w miejscu.
- Meg, potrzebujemy Cię. - usłyszałam Kate. Spojrzałam na nią i zmarszczyłam brwi. - No dalej! Mało co pamiętam z pierwszej pomocy, a Ty zawsze miałaś do tego rękę!
Zdezorientowana zanurkowałam szybko, aby zmyć z siebie zbierający się pot. Następnie pędem podpłynęłam do przyjaciół i wyskoczyłam na brzeg.
- Połóżcie go płasko na podłodze i odchylcie mu głowę. - wydyszałam.
- No co Ty nie powiesz, Meg. - burknął Lucas.
Zignorowałam go i klęknęłam obok nieprzytomnego Matthew.
- Ja będę robić wdechy, a wy uciskajcie jemu klatkę piersiową.
Nie czekałam na odpowiedź tylko przystąpiłam do działania. Po pierwszej serii nic nie poskutkowała, a panika coraz bardziej zaczynała się we mnie wzbierać. Matt nie może zginąć. Łzy spłynęły mi po policzkach.
- Stary, obudź się. - sapnął Lucas, uciskający jego klatkę. - Zmasakruję Tobie tą piękną buźkę, jeśli zaraz nie otworzysz oczu.
Nadal nic. Zrezygnowana Kate zadzwoniła po pogotowie i usiadła cała zapłakana nieopodal nas. Schylałam się, aby zrobić kolejne wdechy, kiedy to Matthew zakasłał. Dzięki Bogu!
- Margaret, co dzisiaj jadłaś? - wyszeptał między kaszlnięciami.
Uśmiechając się przez łzy pochyliłam się i pocałowałam go w czoło.
- Jesteś idiotą, Matt - wyjąkałam. - Cholernym, popieprzonym idiotą.
Kiedy skończył kasłać usiadł powoli i przytulił mnie do siebie. Spojrzałam na niego i zachodząc w głowę, cóż się stało, spytałam.
- Coś Ty zrobił?
Matthew drugą ręką pomasował sobie czoło i lekko się skrzywił.
- Pamiętam tylko tyle, że wskoczyłem za Tobą do wody. Później.. Chyba uderzyłem głową o dno. Nie wiem dokładnie. naprawdę nie pamiętam.
Lucas i Kaspar, którzy pomagali mi przy udzielaniu pomocy, usiedli obok nas i pokręcili głowami.
- Sierota z Ciebie. Godfrey. - rzucił Luc. - Gdybyś się nie obudził, to nie wiem, co bym Tobie zrobił.
Jakiś czas później przyjechała karetka i obadała Matthew, czy wszystko jest w porządku. My z kolei czekaliśmy na koniec tego cyrku siedząc na ławce.
- Co się tutaj stało? - rozbrzmiał męski głos.
Odwróciłam sie i zauważyłam zbliżającego się Eddiego wraz z Melanie. Kaspar odwrócił się do niego i powiedział skrzywiony.
- Matthew był bliski zejścia z tego świata. - odchrząknął. - Prawie się utopił.
Mel spojrzała w kierunku karetki i zdezorientowana ruszyła do niej biegiem.
- Nawet nie zdążyliśmy jej powiedzieć, że wszystko z nim dobrze. - burknęłam. - I tak miał cholerne szczęście, że mózg nie zaczął obumierać.
Eddie jęknął i usiadł obok mnie.
- Jak to się stało?
Spojrzałam na niego i wyprostowałam nogi.
- Z tego co mi mówił, to uderzył głową o dno, kiedy wskakiwał do wody.
Eddie popatrzył mi prosto w oczy i wpatrywał się w nie przez moment. Jego rysy twarzy złagodniały i objął mnie ramieniem.
- Płakałaś. - stwierdził.
Kiwnęłam głową i rzuciłam krótkie spojrzenie w kierunku karetki, która właśnie odjeżdżała.
- Bałam się, że ten pacam nigdy nie otworzy tych oczu.
Eddie uścisnął mnie mocniej, a ja oparłam głowę o jego ramię.
- Cóż to za czulości?
Spojrzałam w kierunku Matta i Melanie. Uśmiechnęłam się na widok trzymających za ręce znajomych.
- Ty to mówisz? - powiedziałam, rozradowana.
Przyjaciel zaśmiał się i wzruszył ramionami.
- Myślę, że to z litości. - odchrząknął. - Zobaczyła przemokłego do suchej nitki biedaka, co to prawie się utopił, gdyby nie reanimacja z rąk jego pięknej przyjaciółki. Swoją drogą, dziękuję.
Melanie jęknęła i pocałowała go w usta. Uśmiechnęła się szeroko, a ja odczułam do niej jeszcze większa sympatię.
- Nie z litości, głuptasie. - spojrzała na mnie. - Również Tobie dziękuję, że mu pomogłaś. Rozmawiałam z lekarzem i powiedział, że pół minuty i Matthew byłyby rośliną.
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją mocno do siebie, ponieważ dziewczyna zaczęła się trząść. Posłałam jej ciepły uśmiech i skinęłam głową na Matta.
- Cóż, mi też nie byłoby na rękę, gdybym miała już nie usłyszeć tego pajaca.
Przyjaciele zaczęli się śmiać, po czym uśmiechnięty Kaspar rzucił.
- Wiecie co? Nie wiem, czy ktoś jeszcze będzie miał ochotę się pokąpać, aczkolwiek możemy zrobić grilla. Kto się na to pisze?
Pozostali się zgodzili, tak więc zaczęły się przygotowania do uczty. Panowie rozpalali grilla, a ja wraz z Kate zajęłyśmy się przyprawianiem wędlin, po które skoczyła Melanie. Byłam w trakcie faszerowania kurczaka fetą oraz szpinakiem, kiedy to do kuchni wszedł Eddie. Uśmiechnął się szeroko i skinął głową.
- Pomóc wam w czymś? - spytał. - Kaspar z Lucasem opowiadają sobie jakieś dziwne historie, a Melanie tuli się do Matta. Jakoś nie chce mi się tam siedzieć póki co.
Kate spojrzała na mnie z uniesioną brwią
- No co? - powiedziałam bezgłośnie.
Dziewczyna pokiwała tylko głową, uśmiechając się przy tym szeroko. Westchnęłam i wróciłam do swojego zajęcia.
- Jeśli chcesz, to możesz przyprawić karkówkę. - zaproponowałam.
Eddie skinął głową i sięgnął po mięso.
- Tutaj masz przyprawy. - powiedziałam, kładąc przed nim opakowanie z przyprawami. - Ale musisz się z nimi podzielić, bo będę tego potrzebować.
Chłopak posłał mi łobuzerski uśmiech i przystąpił do pracy. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole ogrodowym, czekając aż jedzenie będzie gotowe. W międzyczasie dołączyła do nas Rachel. Usiadła obok Kate, nie odzywając się do nikogo. Lekko winna za tą sytuację, spojrzałam na nią i z uśmiechem zagadałam.
- Jak się miewasz, Rach?
Rzuciła mi spojrzenie i przyglądała się przez jakiś czas.
- Serio to Ciebie interesuje, Howse?
Wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po kartonik soku pomarańczowego.
- Pewnie. - odpowiedziałam. - Martwiłam się przez ostatnie dni.
- Ta. - parsknęła. - Daruj sobie.
- Hej! - powiedziałam nieco zbyt głośnym tonem. - Poważnie mówię. Może w końcu ze mnie zejdziesz, Rach, co? Chcę z Tobą tylko zwyczajnie porozmawiać.
Przewróciłam oczami i nalałam soku do szklanki. Dziewczyna milczała przez jakiś czas.
- Przepraszam. - burknęła. - Ogólnie za wszystko.
Zaskoczona jej słowami spojrzałam na nią, a potem skierowałam wzrok na Kaspara.
- Mnie nie musisz przepraszać, Rachel. Myślę, że ktoś inny powinien od Ciebie usłyszeć te słowa.
Znowu nastała cisza, po tym dziewczyna poprosiła mojego przyjaciela o rozmowę na osobności. Chłopak oczywiście się zgodził, a ja podbudowana jej decyzją, spojrzałam na Lucasa szykującego mięsko.
- I jak tam? - spytałam.
- Za dziesięc minut powinno być! - odkrzyknął.
Matthew zachichotał pod nosem i szepnął.
- No w końcu. Ile można czekać na jedną, głupią kiełbasę.
Melanie oczywiście zaczęła się śmiać, a ja tylko odpowiedziałam lekkim głosem.
- Zawsze mogłeś jemu pomóc, Godfrey. Cała reszta to nie wina jego, ino czasu smażenia wędlin.
Kate szturchnęła mnie łokciem i zdziwiona ugryzła ogórka kiszonego.
- Od kiedy stajesz w obronie Lucasa?
Uśmiechnęłam się pod nosem i również wzięłam jednego.
- Po prostu wiem ile to zajmuje czasu.
Kate zachichotała i spojrzała na Eddiego.
- Czemu siedzisz tak cicho, hmm? - kolejny kęs. - Jesteś między swoimi, nie krępuj się.
Chłopak uśmiechnął sie i rzucił krótkie spojrzenie na swoją kuzynkę.
- Wiesz, ciężko jest skupić się na rozmowie, kiedy to Melanie wciąż kopie mnie pod stołem.
Zaśmiałam się, a wspomniana dziewczyna popatrzyła znacząco na chłopaka. Oczywiście jej rumieńce na twarzy nie uszły mojej uwadze, o nie, nie. Odchrząknęła i przemówiła dość niepewnym głosem.
- Uniknąłbyś tego, gdybyś wziął się w końcu w garść.
Zaciekawiona popatrzyłam na Eddiego, a ten tylko wzruszył ramionami.
- Kto powiedział, że tego nie robię?
Melanie przewróciła oczami i cmoknęła językiem.
- Ja to powiedziałam.
Eddie zachichotał i wstał z krzesła. Podszedł do mnie i stanął obok twarzą w moim kierunku.
- Margaret. - zaczął lekko drżącym głosem.
Nie wiedziałam co jest grane, więc wstałam i objęłam się ramionami. Popatrzyłam na chłopaka i powiedziałam, ledwo słyszalnym głosem.
- Tak?
Uśmiechnął się nerwowo i rzucił krótkie spojrzenie w kierunku moich przyjaciół. Następnie wyprostował się i popatrzył mi prosto w oczy.
- Ja.. - lekko się zająknął. - Zakochałem się w Tobie, Meg.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Za plecami usłyszałam jakieś westchnięcie, ktoś inny wyszeptał słyszalne "wow". Zaś mój wzrok był skupiony na chłopaku stojącym przede mną. Eddie zakochał się we mnie. Uśmiechnęłam się szeroko i nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę.
- No i co ja mam teraz powiedzieć? - spytałam speszona.
Na twarzy Eddiego pojawiło się zwątpienie.
- Cokolwiek. Tylko mnie nie zbesztaj za bardzo, jeśli się wygłupiłem.
Prychnęłam i podeszłam do niego powoli. Nogi strasznie mi drżały i miałam wrażenie, że runę jak długa. Położyłam jemu dłonie na klatce piersiowej i spojrzałam jemu w oczy.
- Dlaczego twierdzisz, że się wygłupiłeś?
Chłopak uśmiechnął się i objął mnie w talii.
- A nie jest tak?
Odwzajemniłam uśmiech i pokręciłam lekko głową.
- Ani trochę.
Uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak zaczął przybliżać swoją twarz do mojej.
- Mogę? - wyszeptał niepewnie.
Zachichotałam i skinęłam głową. Eddie pocałował mnie delikatnie, upewniając się, czy nie zrezygnuję. W odpowiedzi przysunęłam się bliżej niego i oddałam pocałunek. Całe moje ciało przeszedł dreszcz. Jaki? Deszcz radości, podniecenia. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo wyczekiwałam tego momentu. Uśmiechnięty chłopak odsunął się na tyle, aby móc oprzeć swoje czoło o moje. Za mną rozległy się oklaski i gwizdy. Wtuliłam się w Eddiego i szczęśliwa odwróciłam się twarzą do moich przyjaciół. Spojrzałam na Matta, który był szeroko uśmiechnięty. Kiwnął na mnie głową, po czym dodał.
- Panno Howse, z radością ogłaszam, że jestem z Ciebie zajebiście dumny.
Mel przytaknęła jemu, po czym zaczęła bić brawo swojemu kuzynowi.
- Jednak nie ściemniałeś, placku. - rzuciła. - Wyobraź sobie, Meg, że zamierzał powiedzieć to już od kilku dni. Tylko zawsze brakowało jemu j...
- No już, już. - przerwał jej Eddie. - Sama nie byłaś lepsza.
Chłopak pocałował mnie w czoło, po czym podszedł do nas Lucas z tacką wędlin z grilla. Widząc mnie i Eddiego zamarł w bezruchu.
- Coś mnie ominęło? - wydukał.
Kate przejęła od niego tacę i pocałowała go w policzek.
- Nic, czego byś wcześniej nie wiedział.
Chłopak roześmial się i puścił do mnie oczko. Potem spojrzał na Eddiego i skinął głową.
- Tak swoją drogą, masz gust do kwiatów.
Parsknęłam śmiechem i pewnie zatoczyłabym się z tego powodu, gdyby nie fakt, że podtrzymywał mnie Eddie. Kto jak kto, ale Lucas nigdy nie miał oka do tego typu spraw. Dlatego zdziwiło mnie to stwierdzenie. Ale tutaj musiałam się zgodzić, kwiaty były piękne. A właściwie to są, bo wciąż stoją rozkwitnięte w kuchni.
______________________________________________________________
Witam po krótkiej przerwie Musicie mi wybaczyć, ale ostatnio strasznie dużo sie dzieje. Kończy sie rok szkolny i trzeba oceny popoprawiać... Poza tym w weekendy praca mi sie zaczęła Ale co by nie było, we wtorek zdałam na prawo jazdy! Chociaż tyle dobrze!
 

 
Rozdział 17 
Rano zebrałam się wcześniej i zadzwoniłam do biura podróży, aby przełożyć bilet na inną datę. Okazało się, że jedyny samolot do Londynu, w którym są wolne miejsca, będzie miał lot 27 czerwca. Biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj jest 10, to trzeba by jakoś miło spędzić najbliższe dni. Obudziłam swoich przyjaciół i spytałam, czy nie mają ochoty wyskoczyć ze mną do galerii. Nie zastanawiając się zbyt długo brygada RR zgodziła się i zeszła na dół przygotowywać śniadanie. Ja tymczasem wyszłam na zewnątrz i wykonałam pewien telefon. 
- Halo? - rozbrzmiał zaspany głos Eddiego. 
- Hej. Obudziłam Cię? 
Usłyszałam ziewnięcie, po czym chłopak kontynuował. 
- Być może. Ale nie przejmuj się tym. Co słychać? 
- Nie masz ochoty iść z nami na miasto? - spytałam prosto z mostu. - Ah, no i oczywiście Melanie. Matthew by mi nie wybaczył tej zbrodni przeciwko niemu. 
- Twój przyjaciel leci na moją kuzynkę? - zapytał zaskoczony. 
Zachichotałam. 
- Serio, nie zauważyłeś tego? 
Nastąpiła chwila milczenia, którą niepewnie przerwał Eddie. 
- Wiesz, podczas naszych spotkań rozmyślałem raczej o innej osobie, niż ta dwójka. 
- Czyli o kim? - drażniłam się. 
- Sądzę, że to nie jest rozmowa na telefon, Margaret. 
Uśmiechnęłam się pod nosem i zmieniłam temat. 
- Więc jak z tym wyjściem? 
- O której mniej więcej? 
Spojrzałam na zegarek i zastanowiłam sie chwile. 
- Za godzinę? 
- Przyjdziemy po was do domu. Do zobaczenia. 
- Trzymaj się. 
Po rozmowie Eddiem zeszłam do kuchni i zjedlismy razem śniadanie. Między Kasparem, a Rachel wciąż panowała cisza. Czułam się za to winna, ale kurczę, nie pozwolę, żeby rozdzieliła mnie z przyjacielem, którego traktuje jak rodzonego brata. Po posiłku zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. 
- Ja otworzę! - krzyknęłam, zbiegając po schodach na dół. 
Na progu stał uśmiechnięty Eddie, wraz z Melanie. Wpuściłam ich do środka i przywitałam się ze znajomymi. Chłopak pocałował mnie w policzek i wręczył mi bukiet kwiatów. 
- O.. jej. - zatkało mnie. 
Zaskoczona spojrzałam Eddiemu w oczy i próbowałam zrozumieć, co ejst grane. 
- Z jakiej to okazji? - spytałam. 
Uśmiechnął sie jeszcze szerzej i cmoknął językiem. 
- Pomyślałem, że skoro wczoraj straciłaś dobrą zabawę, to chociaż tak Tobie to wynagrodzę. Poza tym robię to z czystej sympatii do Ciebie oraz podarunku na początek dobrej znajomości. 
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Te jego argumenty były strasznie dziwne, aczkolwiek urocze. Przytuliłam się do niego i zachichotałam. 
- Wiesz, Eddie, dobrą zabawę można odbić poprzez dzisiejszy dzień. - odsunęłam się od niego i pocałowałam go w policzek. - Ale dziękuję. Miło z Twojej strony. 
Uśmiechnęłam się do niego szeroko, po czym poszłam do kuchni, aby wstawić je do wazonu. 
- Oho, a co to za kwiatuszki? - spytał Lucas, sięgając po swój telefon, znajdujący się na blacie. 
Spojrzałam na niego i skinęłam głową. 
- Ładne prawda? - postawiłam je na stole. - Dostałam od Eddiego. 
Chłopak posłał mi łobuzerski uśmiech i już miał coś powiedzieć, kiedy to usłyszeliśmy nawoływanie od drzwi wejściowych. 
- Dalej, bo już wychodzimy! 
Po godzinie znajdowaliśmy się w galerii handlowej, zahaczając o kazdy sklep odzieżowy. Kaspar uparł się, że musi oficjalnie zatwierdzić wybór mojej sukienki. Przeszliśmy prawie wszystkie możliwe lokale, lecz nic nie wpadło mi w oko. Przyjaciele co prawda wskazywali mi kilka ślicznych sukni, lecz ja wolałam coś prostego. Weszliśmy do pomieszczenia, które było moją ostatnią nadzieję. 
- Meg, co powiesz na tą? - rzucił Kasp. - Prosta, zwiewna, niebieska. 
Spojrzałam na niego i z entuzjazmem podeszłam do chłopaka. Obejrzałam ją dokładnie, po czym stwierdziłam, że jest idealna. Była ona na ramiączkach, haftowanym jasnym pasem oraz marszczeniami na biuście. Znalazłam szybko swój rozmiar i udałam się do przebieralni. Czułam się w niej wygodnie, więc wyszłam do przyjaciół i uśmiechnęłam się nieśmiało. 
- I jak wyglądam? - spytałam. 
- Obróć się. - powiedział Lucas. 
Wykonałam piruet, a sukienka zawirowała wokół mnie. 
- Piękna! - krzyknęła Kate. 
Wybrałam więc tą, którą miałam na sobie. Zadowolona z zakupu poszłam jeszcze do obuwniczego i zaczęłam szukać odpowiednich butów.
- Co powiesz na te? - spytał Kaspar.
Spojrzałam na przyjaciela i zauważyłam, że w ręku trzyma przepiękne niebieskie buty. Aczkolwiek to nie jest to, czego szukałam.
- Jeśli znajdziesz mi takie same, ale jasnego koloru, to będę Twoją dłużniczką.
Chłopak lekko się uśmiechnął i skinął głową. Pięć minut później moim oczom ukazały się piękne szpilki, kolorem zgrane z paskiem od sukienki. Przymierzyłam je, a jako iż pasowały jak ulał, kupiłam bez zastanowienia. Chodziliśmy po pobliskich sklepach z pamiątkami, mając przy tym niemały ubaw. Popoludniu odnieśliśmy zakupy do domu Kaspara i poszliśmy nad basen, znajdujący się na podwórzu. Przebrałam się w strój i ruszyłam biegiem na zewnątrz. Eddie i Melanie skoczyli po swoje stroje do domu i mieli tutaj wrócić po jakimś czasie. Wskoczyłam więc do wody i zaczęłam pływać. Minęła chwila, kiedy to usłyszałam plusk obok siebie i zauważyłam pływającego Matthew. Kiedy tylko się do niego zbliżyłam, chłopak zniknął pod taflą wody. Zanurkowałam, żeby się z nim powygłupiać, lecz po tym, co zauważyłam, wcale nie było mi do śmiechu. Matt pływał, nie dając z siebie żadnej odznaki życia.
______________________________________________________________



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Opowiadanie RPG
Kochani, jestem zaskoczona tym, jak szybko uzbierały się osoby chętne do wzięcia udziału w tej całej zabawie. Dziękuję za to mojej wspólniczce, która w dużej mierze się do tego przyczyniła! Na pw napisałam wam mniej więcej, na czym by to polegało, więc mam nadzieję, że wszyscy rozumieją, o co chodzi. Jeśli nie, to służę pomocą.
Zacznijmy może omawiać tematykę i pozostałe kwestie.
1. Jaki rodzaj opowiadania sobie życzycie? Fantasy, horror, przygodowa czy życie codzienne? Piszcie w komentarzach
2. Chcecie, aby wydarzenia miały miejsce w Polsce, czy innych państwach? Bo trzeba zwrócić na to uwagę, robiąc tzw. "kartę postaci", którą każdy z nas będzie tworzyć.
Odpowiedzi co do tych pytań piszcie w komentarzach
Będzie tutaj też osoba, tzw. "Mistrz gry", który będzie dodawał watki co do czasu i otoczenia, w celu przyspieszenia rozwoju gry I takim ktosiem byłabym ja oraz http://lisabelle.pinger.pl jeśli się zgodzi. Ale spokojnie, nie będziemy się często wtrącać, nie będziemy naruszać rozwoju waszych postaci oraz tego, co będziecie z nimi robić. Mam nadzieję, że fajnie to wyjdzie Czekam na wasze propozycje, może chcecie coś dodać od siebie
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: 1. Mogłabym dostosować się do każdego rodzaju, ale wydaje mi się, że elementy fantastyki mogłyby być dobrym pomysłem. W końcu jeżeli każdy tworzy swojego bohatera, wyjdzie na to, że w naszym "opowiadaniu" wystąpi zderzenie mnóstwa najróżniejszych charakterów. W tym momencie fantastyka może pomóc to w jakiś sposób uzasadnić ^-^ 2. Kraj chyba nie ma większego znaczenia. Tak czy siak piszemy po polsku, a przecież w "kartach postaci" można zawrzeć informację, że bohater ma np: zagraniczne korzenie ;)
  • awatar W pięknym ciele martwa dusza: 1.mogę się dostosować chodź nie jestem pewna czy poradziłabym sobie w horrorze,ale zawsze można spróbować :) 2. co do tego jest mi wszystko jedno przy okazji mam jeszcze pytanie ogólne, wam też się czasem nie chcą dodawać posty na pingera ?
  • awatar Zakira Luna: Ja się dostosuje, natomiast najlepiej pisze mi się fantasy ;) I raczej nie jestem za tym żeby wszystko odbywało się w Polsce ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 16
- Ooh.. - entuzjazm minął jak w morde strzelił. - To musicie zacząć przygotowania, nie sądzisz?
Mój brat roześmiał się i mogłam przysiąc, że usłyszałam, jak bije mi brawo.
- Sądziłem, że Twoim pierwszym pytaniem będzie to, któż będzie druhną.
Zesztywniałam. Ręką pomasowałam swoją skroń i odchrząknęłam.
- Więc komu tafił się ten zaszczyt?
Charlie prychnął.
- Tobie. I.. - zawahał się. - I chciałbym, żebyś pomogła mi w przygotowaniach do ślubu. Ale to trzeba by zacząć od lipca, więc..
Jęknęłam i mój humor od razu się nieco popsuł. To by oznaczało, że muszę skrócić swoje wakacje o połowę planowanego czasu.
- Więc chcesz mnie prosić o to, żebym wróciła wraz z początkiem miesiąca? - podsunęłam.
W słuchawce nastąpiła chwila ciszy.
- Przepraszam, że stawiam Ciebie w takiej sytuacji. - powiedział załamanym głosem. - Ale, cholera, Mindy musi teraz wyjechać za granicę na półtora miesiąca i całe to zamieszanie spoczywa na mojej głowie. Nie dam sobie rady bez Ciebie, Meg.
Miałam ochotę się popłakać. Oczywiście, że go nie zostawię. Ale to oznacza, że będę zmuszona pożegnać się z Kasparem o wiele, wiele szybciej. Westchnęłam i powiedziałam zduszonym głosem.
- Dobrze, przylecę. Przełożę jutro bilet i dam Tobie znać, na kiedy mam termin.
W słuchawce rozbrzmiało westchnięcie ulgi.
- Dziękuję, siostrzyczko. I jeszcze raz bardzo, bardzo przepraszam. Nie gniewasz się na mnie?
- Nie, skąd. Do usłyszenia jutro, Charlie.
Po tych słowach rozłączyłam się i kucnęłam na chwilę, co by na spokojnie odetchnąć. Straciłam ochotę na zabawę. Wróciłam do lokalu i zajęłam swoje miejsce. Przyjaciele śmiali się i żartowali, a ja tylko bawiłam się jedzeniem. W międzyczasie dotarł do nas Kaspar, który nie zdołał udobruchać swojej dziewczyny. Jednak nie przeszkodziło to w popsuciu jego szampańskiego humoru. Siedziałam i rozmyślałam o tym, co moglibyśmy zrobić w tym czasie.
- Meg. - ktoś mnie wyrwał z medytacji. - Co Ci jest?
Spojrzałam na zatroskaną Kate i dość szybko odwróciłam wzrok. Nie miałam apetytu, więc odłożyłam widelec.
- Charlie wyznaczył datę ślubu.
Przyjaciółka klasnęła w ręce i szeroko się uśmiechnęła.
- To wspaniale! Kiedy będzie ten dzień?
Spojrzałam na nią i przeczesałam swoje włosy ręką.
- Wiem tylko tyle, że w połowie sierpnia.
Opuściłam znów głowę w dół i zaczęłam bawić się paznokciami.
- Zostałam druhną i.. - odchrząknęłam. - Mindy nie ma w Londynie, wyjechała służbowo, więc wracam do domu na początku lipca, żeby pomóc to wszystko ogarnąć.
Odważyłam się na tyle, żeby popatrzyć na moich przyjaciół. Kaspar znieruchomiał, podobnie jak pozostali.
- Kiedy dokładnie wylatujesz? - przerwał ciszę Eddie.
- Jeszcze nie wiem. - wstałam, jednocześnie dając wszystkim do zrozumienia, że wychodzę. - Jeśli nie będziecie mieć nic przeciwko, to ja pójdę do domu i przełożę swój bilet. Wzięłam torbę na ramię i wyszłam z lokalu. Nie zdążyłam ujść zbyt daleko, ponieważ usłyszałam nawoływanie swojego imienia za plecami.
- Meg, zaczekaj! - krzyknął Kaspar.
Zwolniłam kroku i czekałam, aż przyjaciel mnie dogoni. Kiedy zrównał kroku wydukałam z siebie, patrząc na stopy.
- Przykro mi, że tak wyszło, Kasp. Naprawdę chciałam spędzić większość tych wakacji z Tobą.
Kaspar otoczył mnie ramieniem i poczochrał moje włosy.
- Daj spokój, Meg. Przecież ja rozumiem, że musisz wracać. Charlie na pewno nie wybrałby tego terminu, jeśli miałby tylko taką możliwość. Siła wyższa, ślicznotko.
Spojrzałam na niego i wykrzywiłam się.
- Ja to wiem. Boli mnie tylko to, że został mi niecały miesiąc z Tobą. A potem nie zobaczymy się przez długi czas. Właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze.
Przystanął i zagarnął mnie do siebie.
- Będę Ciebie odwiedzać w Londynie, kiedy tylko wyłapię wolną chwilę. - złapał mnie za podbródek i zwrócił mój wzrok wprost na niego. - Jeśli myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz, to jesteś w błędzie.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego klatkę piersiową.
- No, a teraz zamiast się załamywać... - powiedział, uśmiechając się. - Lepiej pomyślmy, jak ubierzesz się na ślub własnego brata.
Zaśmiałam się i i odsunęłam od niego.
- Własny charakteryzator?
Kaspar wzruszył ramionami.
- Chociaż tak mogę pomóc Charliemu.
- Auć. - jęknęłam.
Kaspar roześmiał się i zasalutował.
- Oraz oczywiście Tobie, panno Margaret. Służę swoją skromną opinią oraz pomocą.
Niedługo po tym dotarliśmy do domu. Jak zawsze to bywało, Kaspar odrobinę poprawił mi humor. W dalszym ciągu nie byłam jednak głodna. Wzięłam szybki prysznic, wyszorowałam cały piasek z włosów i wyszłam z łazienki. Nikogo nie było w domu, ponieważ powiedziałam przyjacielowi, żeby do nich wracał. I tak zaraz bym się kładła. Ruszyłam więc do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, odkładając rozmowę telefoniczna na jutro.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 15
Po wpadnięciu do wody popływałam chwilę z Eddiem, wygłupiając się przy tym i śmiejąc w najlepsze. Później moi przyjaciele wpadli na pomysł, żeby wynająć łódkę i popłynąć w głąb oceanu. Kate i Lucas trochę powybrzydzali, ale ostatecznie się zgodzili. Wynajęliśmy ją więc i wybraliśmy się na wycieczkę. Zatrzymaliśmy się jakoś w odległości 200 metrów od brzegu.
- Kto skacze? - spytał Eddie, ściągając bluzkę.
- Ja. - odpowiedziałam razem z Matthew.
Zaczęłam już ściągać ubranie, lecz poczułam, że ktoś mnie chwyta za prawą rękę. Odwróciłam się i zauważyłam zmartwioną Kate.
- Meg, jesteś tego pewna?
Pocałowałam ją w policzek i posłałam przyjazny uśmiech. Podeszłam do krawędzi łódki i spojrzałam w wodę.
- Ja skaczę pierwszy. - rzucił Eddie.
Wskoczył i zanurkował pod powierzchnią. Wypatrywałam go, ponieważ przez dłuższy czas nie dawał żadnego znaku życia. Ku mojej uldze po niecałej minucie wypłynął.
- Teraz Ty, Meg! - krzyknął.
Miałam chwilę zwątpienia. No bo co jeśli nie dam rady wejść później na łódkę? Z wody będzie to o wiele trudniejsze.
- Cykam się trochę. - odpowiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i spojrzał mi w oczy.
- Spokojnie, w razie gdyby coś miało się stać, to pomogę.
Wzięłam głęboki wdech i wskoczyłam do wody na główkę. Otworzyłam oczy i zauważyłam ciało Eddiego. Podpłynęłam do niego i pociągnęłam za nogę na dół. Zdezorientowany chłopak zaczął się rozglądać wokół siebie, lecz ja niestety musiałam wypłynąć już na powierzchnię, bo zaczęło mi brakować tlenu. Zaczęłam się śmiać, a w momencie gdy Eddie wypłynął, zauważyłam, że również się śmiał.
- Tak chcesz się bawić? - spytał z łobuzerskim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Pokręciłam głową i podpłynęłam do łódki.
- Już wychodzisz, Howse? - drażnił się Matthew.
Spojrzałam na niego w miejsce, z którego wcześniej skoczyłam. Zaśmiałam się i cmoknęłam językiem.
- Ja bynajmniej wskoczyłam do tej wody, cwaniaczku.
Chciał coś powiedzieć, lecz Melanie zaszła go od tyłu i wepchała do wody. Odruchowo złapał jej rękę i pociągnął ją ze sobą. Przerażona dziewczyna zaczęła machać rękoma i nogami.
- Ja nie potrafię pływać! - krzyknęła.
Mattowi zrobiło się głupio, było to widać po jego twarzy. Podpłynął do niej i objął ramieniem.
- Nie wierć się, bo tylko pogorszysz sprawę. - pouczył ją Matthew.
Odwróciła się do niego spanikowana i fuknęła na niego, aczkolwiek posłuchała rady.
- To przez Ciebie tutaj wpadłam.
Chłopak parsknął i lekko uśmiechnął.
- Zrobiłaś to na własne życzenie, moja droga.
Podczas gdy oni się przekomarzali, ja zdołałam wczołgać się jakoś na łódkę. Podałam rękę Melanie, a ona z ulgą na twarzy skorzystała z mojej pomocy i również wdrapała się na pokład. Położyła się na podłodze i sapnęła.
- Dzięki, Meg.
- No hay problema.
Eddie roześmiał się, wskakując na łódkę.
- Margaret, hiszpańskiego się uczyłaś?
Uśmiechnęłam się do niego i skinęłam głową.
- To był mój przedmiot w szkole.
Posiedzieliśmy jeszcze na pokładzie pół godziny, po czym skierowaliśmy się na brzeg. Nie siadaliśmy już na plaży, nie graliśmy w siatkówkę, tylko poszliśmy do pobliskiego baru. Zajęliśmy miejsce w kącie lokalu i wybieraliśmy z menu to, co zechcielibyśmy zjeść na kolację. Wybrałam zwyczajne ziemniaki z kawałkiem mięsa, którego nazwę pierwszy raz słyszałam. Nagle zadzwonił mi telefon. Spojrzałam na ekran i zauważyłam, że dzwoni do mnie brat. Przeprosiłam więc przyjaciół i wyszłam na zewnątrz.
- Halo?
- Cześć, Meg. - zaczął Charlie. - Słuchaj, mam dla Ciebie wiadomość. Sama ocenisz czy jest dobra, czy zła.
Oparłam się plecami o budynek i wzięłam głęboki wdech.
- No, dawaj.
- Ustaliliśmy z Mindy datę naszego ślubu.
- To wspaniale! - wtrąciłam.
- Zaplanowany jest na połowę sierpnia.
______________________________________________________________


 

 
Rozdział 14
Obudziłam się wcześniej, żeby móc pobiegać. Zostawiłam przyjaciołom kartkę, że wychodzę i założyłam słuchawki na uszy. Włączyłam ulubioną muzykę i wybiegłam na dwór. Musiałam pobyć chwilę sama i przemyśleć pewne sprawy. Jedną sprawą jest Matthew, któremu chciałabym jakoś pomóc, ale nie mam jak. Ubóstwiam go i nie mogę znieść widoku jak cierpi, a wczoraj.. To był straszny widok. Z drugiej strony jest Eddie. Muszę przyznać, że jego towarzystwo przyprawia mnie o ciarki. Mogłabym patrzyć godzinami na jego uśmiech, słuchać jego dowcipów. Samo przebywanie obok niego jest dla mnie czymś wspaniałym. Po dwóch godzinach wróciłam do domu. Skierowałam się do łazienki, żeby móc wziąć szybki prysznic.
- Gdzie to się było? - rozbrzmiał głos za mną.
Położyłam telefon z słuchawkami na pobliskiej komodzie i odwróciłam się do Kaspara.
- Nie widziałeś kartki? Na stole? W kuchni?
Kaspar zachichotał i spojrzał w jej kierunku.
- Przyjdź zaraz na śniadanie. Zrobię coś specjalnie dla Ciebie. - zakomunikował.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego, aby pocałować go w policzek. Odwróciłam się, żeby odejść, lecz poczułam jego ręce w tali. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Kaspar! - krzyknęłam, śmiejąc się. - Postaw mnie mnie na podłogę. Jestem cała spocona!
Przyjaciel wtulił swoją twarz w moją szyję i powiedział, przyprawiając mnie tym o łaskotki na karku.
- Niektórzy mówią, że to jest seksowne, Meg.
- Że co jest seksowne? - rozbrzmiał głos gdzieś za nami.
Wciąż roześmiani odwróciliśmy się do Rachel, która stała w drzwiach do salonu. Kaspar zachichotał i puścił mnie, czochrając ręką moje włosy. Klepnęłam go w ramie i uśmiechnęłam się do Rach.
- Nie wiem, musisz chyba porozmawiać na ten temat ze swoim chłopakiem.
Kaspar zarechotał, a Rachel zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów.
- Byłabym wdzięczna, gdybyście nie wygłupiali się w taki sposób.
Zaskoczona tą odpowiedzią spojrzałam na Kaspara, a on tylko spoglądnął na mnie i skinął głową na łazienkę.
- Idź do łazienki, ślicznotko. - uśmiechnął się. - Ja z nią porozmawiam.
Popatrzyłam na koleżankę i wyszłam z pomieszczenia, wchodząc do kabiny. Umyłam się szybko i wysuszyłam włosy. Weszłam do salonu, wzięłam telefon i poczłapałam do przyjaciół będących w kuchni.
- Dzień dobry. - powiedziałam, spoglądając w komórkę. - Jak mija dzień?
- Średnio, aczkolwiek śmiem twierdzić, że Twój aż nadto dobrze. - odpowiedziała Rachel z niesmakiem.
Spojrzałam na nią znad ekranu i cmoknęłam językiem.
- Gryzie Cię coś, Green?
- A i owszem. - warknęła, podchodząc bliżej mnie. - Przestań mizdrzyć się do mojego chłopaka, albo tego pożałujesz.
Wyjrzałam za jej ramię na stojącego tam Kaspara.
- Porozmawiasz z nią, tak? - prychnęłam. - Ty to masz siłę przebicia, Kasp.
Chłopak jęknął i stanął przede mną.
- Kochanie, daj spokój. - powiedział do Rachel. - Ile razy mam Ci mówić, że nie masz powodu być zazdrosna o Margaret?
Podeszła bliżej i pogroziła jemu palcem.
- Ja wyraziłam się jasno. Chcesz być ze mną, to masz nabyć do niej dystansu.
Prychnęłam i postukałam się w czoło.
- Tu się jebnij, dziewczę. - zmierzyłam ją wzrokiem. - Przestań sobie podporządkowywać Kaspara. On nie jest kukłą, którą możesz manipulować i stawiać jemu non stop swoje popieprzone warunki.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, lecz mój przyjaciel jej przerwał.
- Jestem z Tobą, Rachel. - spojrzał jej głęboko w oczy. - Ale nie stawaj między mną, a Margaret.
- Ach, więc tak. - warknęła. - To może nie będę wam przeszkadzać.
Zdenerwowana ubrała buty i wyszła z domu, trzaskając za sobą drzwiami. Klepnęłam lekko Kaspara w ramię i powiedziałam poważnym głosem.
- Idź za nią.
Nawet na mnie nie spojrzał, tylko wybiegł. Trochę się zagalopowałam. Będąc na jej miejscu też pewnie byłabym zazdrosna. Odblokowałam telefon i zauważyłam, że mam sms od Eddiego.

"Cześć, Meg. Nie wybieracie się dzisiaj na plażę?"

Spojrzałam na przyjaciół i chwilę pomyślałam. Przez całą rozmowę milczeli i wcinali wcześniej zrobione kanapki, za co byłam im wdzięczna.
- Słuchajcie. - zaczęłam nieśmiało. - Nie macie ochoty iść nad ocean dla relaksu?
Luc i Kate spojrzeli na siebie, po czym skinęli głowami. Skierowałam się więc do pokoju Matthew, pisząc po drodze sms.

"Hej. Właściwie to rozmyślamy nad tym."

Weszłam do pomieszczenia i rzuciłam się na łóżko. Przytuliłam się do jego pleców i wyszeptałam na ucho.
- Wstawaj, śpiąca królewno. Melanie czeka na Ciebie na plaży, więc ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i złaź na śniadanie.
Chłopak otworzył oczy i przeciągnął się. Popatrzył na mnie przez ramię.
- Zgrabny, powiadasz?
Zaśmiałam się, pocałowałam go w policzek i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Za dwadzieścia minut wychodzimy.
Zjedliśmy śniadanie, naszykowaliśmy rzeczy i wyruszyliśmy w kierunku nabrzeża. Wcześniej umówiłam się z Eddiem, że spotkamy sie przy boisku do siatkówki. Niestety Kaspar wciąż uganiał się gdzieś za Rachel, więc nie mógł z nami pójść. Po rozłożeniu ręczników i rozebraniu się przyszli do nas Eddie i Melanie. Uśmiechnęłam się na ich widok i pomachałam ręką. Chłopak podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
- Dzień dobry. - powiedział uśmiechnięty.
- A dobry, dobry.
Odsunął się ode mnie na krok i przywitał z pozostałymi. Mel podeszła i uścisnęła mnie, co było nie lada zaskoczeniem.
- Długo czekaliście? - spytała dziewczyna.
Osobą która odpowiedziała był oczywiście Matthew.
- Nie. Nawet jeśli to było warto.
Dziewczyna zachichotała i przytuliła się do niego. No, no, no. Widzę, że nie próżnują. Uśmiechnęłam się na ten widok i popatrzyłam na boisko, które aż kusiło, żeby na nim zagrać.
- Mały meczyk? - spytał Eddie.
- No ba! - odpowiedziałam.
Podzieliliśmy się na drużyny i zaczęliśmy grać. W mojej drużynie była Kate oraz Matthew. Rozgrywka była wyrównana, więc o zwycięstwie decydował piąty set, gdyż wynik był 2:2.
- Czekajcie, czekajcie! - rzucił Eddie. - Zróbmy umowę. Przegrani stawiają wszystkim kolację!
Prychnęłam i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Matt uśmiechnął się i skinął z głową.
- I stawiają po piwie! - dodał Matthew.
Lucas parsknął śmiechem, machając do nas reką.
- W takim razie mam nadzieję, że wziąłeś ze sobą portfel, Godfrey!
Kate zaśmiała się i posłała buziaka Lucowi.
- Kochanie, on nie będzie jemu potrzebny.
Po piętnastu minutach poznaliśmy już wyrok. Wygraliśmy mecz, lecz nikt jakoś się tym nie przejął. Podziękowaliśmy sobie za wyrównaną walkę, po czym skoczyliśmy do wody. Po jakimś czasie mi i Kate zaczęło robić się zimno, więc wyszłyśmy na ręczniki, żeby sie poopalać. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, zamknęłam oczy i cieszyłam się wspaniałą chwilą. Oczywiście znów nie było mi dane odpocząć, bo nagle coś zasłoniło mi cień. Nim zauważyłam, co się dzieje, mokry Eddie wziął mnie na ręce i ruszył ze mną w swoich ramionach w kierunku wody.
- Eddie, puść mnie! - krzyknęłam. Byłam cała sucha, a nagłe wpadnięcie do zimnej wody mi nie pomoże. - Proszę, postaw mnie na ziemię!
Chłopak roześmiał się i pokręcił lekko głową.
- Nie ma opcji, moja droga.
Spojrzałam na niego i zaczęłam się szarpać. Zauważyłam Matta i złożyłam w nim swoją nadzieję.
- Matthew, pomóż!
Już prawie wyrwałam się z objęć Eddiego.
- Robi się! - krzyknął rozbawiony Matthew.
Uradowana, że pomoc nadchodzi przestałam się szamotać. Ale ku mojemu zdziwieniu to nie moją osobę chciał wspomóc, a Eddiego. Złapał mnie za nogi, a Stone za ręce. Zaczęli mnie nieść, a ja znów zaczęłam się szamotać.
- No panowie, bądźmy poważni. - powiedziałam, aczkolwiek uśmiechałam sie przez cały czas.
- Hmm.. Pomyślmy..
Korzystając chwilę rozkojarzenia Matthew wyrwałam im się z rąk i stanęłam na nogi. Pobiegłam wzdłuż plaży, lecz Eddie szybko mnie dopadł. Objął mnie w talii i zaczął nieść do wody.
- Kochana, tak bawić się nie będziemy. - powiedział, chichocząc mi się do ucha.
Zrozumiałam, że nie wygram, więc ściągnęłam swoje okulary i założyłam Eddiemu na nos.
- Pilnuj, żeby się nie zamoczyły. - ostrzegłam.
Chłopak roześmiał się i wszedł do wody. Na nagły kontakt z lodowatą wodą wydarłam się. Intuicyjnie wtuliłam się w chłopaka, żeby podciągnąć się i nie zamoczyć więcej ciała. Chłopak zaczął się kołysać.
- Meg, to nie był dobry pomysł. - powiedział, krztusząc się ze śmiechu.
Spojrzałam na niego zdziwiona i spytałam.
- O czym Ty mówisz?
- Tracę równowagę! - ostrzegł na chwilę przed tym, jak wpadliśmy do wody.
______________________________________________________________
Witajcie, kochani Słuchajcie, wraz z http://lisabelle.pinger.pl chcemy zorganizować wspólny blog z paroma osobami. Wasz udział polegałby na tym, że tworzycie sobie jedną lub dwie postacie i i tworzycie wraz z nami jedną, zabawną, ciekawą historię Nie musicie być nie wiadomo jak wybitnymi pisarzami, bo sama taka nie jestem Liczy się fun Więcej informacji podam na pw, więc jeśli są jakieś chętne osoby to zapraszam serdecznie
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Uhh przeczytałam wszystkie rozdziały od początku, ale uważam, że było warto, bo naprawdę świetnie piszesz! : ) Co do rozdziału... 14 jak i wszystkich innych są po prostu GENIALNE! ♥ Także z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i jeśli to nie problem to proszę poinformuj mnie o nim : ) W wolnym czasie zapraszam do mnie, również piszę, więc będzie mi miło jeśli wyrazisz jakąś opinie na temat mojego opowiadania : )
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Fantastyczny! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 13
Reszta dołączyła do nas w momencie, kiedy to my kończyliśmy śniadanie. Eddie oraz Melanie pożegnali się z nami i wrócili do siebie do domu. My z kolei siedząc przy stole rozmyślaliśmy, co będziemy robić dzisiejszego dnia.
- Może skoczymy do moich rodziców? - spytał Kaspar. - Dzisiaj mają zacząć ogarniać bar, może potrzebują jakieś pomocy.
No własnie. Rodzice Kasapra przyjechali do Barcelony, ponieważ jego tata dostał propozycję nie do odmówienia jako prezes firmy przemysłowej. Jego mama zaś zaciągnęła informacji u mojego taty i postanowiła, że otworzy tutaj swój mały lokalik na obrzeżach miasta. Uśmiechnęłam sie do przyjaciela i skinęłam głową.
- Ja się na to piszę. - rzuciłam.
Matthew zaśmiał się i przeczesał ręką włosy.
- Jak dla mnie to też może być. - zarechotał. - Nie, żebym pracował w barze na co dzień, czy coś.
Reszta przyjaciół również się zgodziła.
- Jak się zabieramy? - spytałam.
Kaspar wstał i wziął kluczyki z komody.
- Na dwa samochody. Ja jadę z Rachel, a wy?
Chciałam już się zgłosić na ochotnika do prowadzenia pięknego cabrio, lecz Matthew mnie uprzedził.
- Ja poprowadzę nasz samochód. - powiedział i spojrzął na mnie.
Nie mam pojęcia co zobaczył na mojej twarzy, ale zaczął się śmiać. Szturchnęłam go łokciem i pogodziłam się z tym, że zajmę miejsce pasażera. Udaliśmy się więc do samochodów. Kate i Lucas pojechali z Kasparem, ponieważ jak to stwierdzili: nie chcą się zgubić, a Kap ogarnia miejsce, w którym znajduje się bar. Co tam, że tłumaczyliśmy im, iż będziemy się trzymać tuż za nim. W każdym razie pół godziny później zajechaliśmy już na miejsce. Z zewnatrz wyglądało to dość sympatycznie, ale w środku.. Rudera straszna. Zrozumiałam wtedy ile pracy czeka państwa Mou. W pomieszczeniu zauważyliśmy mamę Kasapra, targającą jakieś stare krzesła na zewnątrz.
- Dzień dobry. - powiedziałam z uśmiechem
Zaskoczona kobieta spojrzała na nas i uradowała się na nasz widok.
- Witajcie. - przetarła pot z czoła. - Widzę, że pomoc przyjechała?
Matthew nic nie odpowiedział, tylko podszedł do niej i wziął krzesła.
- Niech się pani nie forsuje.
Pani Mou rozdzieliła nam zadania, które mieliśmy wykonać. Ja oraz Kate miałyśmy zająć się ogarnięciem kuchni, powyrzucaniu starych garnków, spisaniu wszystkich usterek oraz posprzątaniu na glanc. Panowie z kolei byli odpowiedzialni za salę. Powynoszeni gratów na śmieci oraz ogarnięcie jej wystarczająco, aby można było zacząć remont w środku. Rachel ze swoją "teściową" zajęły się barem oraz ladą. Równy podział roli, ale wszyscy mieli dużo do roboty. Z Kate umówiłyśmy się tak, że ona zacznie wyrzucać śmieci ze spiżarni, a ja pozbieram wszystkie garnki. Po trzech godzinach pracy przyszła do nas mama Kaspara wraz z pozostałymi.
- Wow, dziewczyny. - zaczęła kobieta. - Teraz przynajmniej widzę ściany oraz podłogę.
Popatrzyłyśmy z Kate na siebie i uśmiechnęłyśmy szeroko. Ale pewne było to, że w porównaniu do całego syfu jest to bardzo mały postęp. Wypiliśmy po szklance soku i wróciliśmy do pracy.
- Hej, Kate! - krzyknęłam, schylając się do szafki pod zlewem. - Czy ta gąbka jest.. O, czekaj.. Nie, nie, nie! To nie jest gąbka! To szczur!
Chciałam zabrać stamtąd głowę, ale podczas gdy wychodziłam spod szafki trzepnęłam się o mebel.
- Auć!
Kate głośno się roześmiałam, a ja poczułam, że jutro pojawi się tam piękny siniak. I to na środku czoła! Na mój krzyk Matthew wbiegł do kuchni i zaczął się rozgladać.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony.
Kate dalej zanosiła się śmiechem, a ja masowałam swoją głowę. Wskazałam gestem na szafkę i wkurzona wycedziłam przez zęby.
- Tam jest szczur.
Matt schylił się i zobaczył sierściucha siedzącego w kącie. Wziął jakiś stary garnek i zapędził go tam. Spojrzał na mnie i uniósł brwi do góry.
- Wystraszyłaś się go?
Uśmiechnęłam się i lekko skinęłam głową.
- Myślałam, że to gąbka.
Chłopak roześmiał sie i wyszedł na dwór, żeby tam wypuścić wolno zwierzaka. My z kolei powróciłyśmy do roboty. Wszystkie garnki zostały wyniesione na śmietnik, zostały jakieś stoły, blaty, piece, lodówki itd. O 22 ogłosiliśmy fajrant. Spotkaliśmy się wszyscy na głównej sali i musiałam stwierdzić, że nasz postęp w porównaniu do tego był znikły. Sala była wysprzątana, podłoga zamieciona, aczkolwiek wymagała porządnego remontu. Mama Kaspara uśmiechnęła sie i podziwiała nasze wspólne dzieło.
- Pięknie. Sama bym tego przez tydzień nie zrobiła. - podeszła do nas i zaczęła przytulac każdego po kolei. - Dziękuję wam, kochani.
- Żaden problem, proszę pani. - powiedział Matthew.
Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do samochodów. Matt zapewniał mnie, że pamięta już drogę do domu, więc pojechaliśmy nieco wolniej, niż ostatnio. Po drodze zauważyłam, że Matthew jest jakiś nieobecny. Usiadłam bokiem tak, żeby siedzieć twarzą do niego.
- Co Cię trapi, Matt? - spytałam łagodnie.
Chłopak spojrzał na mnie i ponownie obserwował drogę.
- O czym Ty mówisz?
Jęknęłam i szturchnęłam go w ramię.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Porozmawiaj ze mną.
Matthew pomyślał chwilę i zjechał na pobocze. Zgasił samochód i spojrzał na mnie.
- W takim razie chodźmy na spacer, co? - zaproponował.
Uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta. Poszliśmy na spacer nad wodą. Ściągnęłam buty i poczułam piasek pod stopami. Na dworze było już ciemno, więc ocean wyglądał niesamowicie. Matthew milczał przez cały czas. Usiedliśmy na ławeczce i podziwialiśmy odbicie księżyca w tafli. W końcu odwróciłam się do niego i zaczęłam się jemu przyglądać.
- Matt? - zagadnęłam. - To powiesz mi, co jest grane?
Matthew spojrzał na mnie i zaczął nerwowo bawić się dłońmi.
- Po prostu jak widziałem mamę Kaspara to pomyślałem, że jest cholernym szczęściarzem. - spojrzał na wodę. - Widzisz, Meg, moi rodzice są wysoko postawionymi osobami. Jedni sobie pomyślą "Ooo, fajnie. Dużo kasy, luksus życie. Zajebiście". Ale wcale tak nie jest. Nigdy nie było. Dla nich najważniejsza jest praca. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cierpię z tego powodu.
Matthew zamilkł, a ja usiadłam bliżej niego. Chyba zaczęłam się domyślać, co trapi mojego przyjaciela. Wzięłam jego dłoń w rękę i spojrzałam jemu w twarz.
- Zgaduję, że nie poświęcają Tobie tyle czasu, ile byś chciał? - spytałam.
Matt prychnął i spojrzał na mnie. W jego oczach wymalował się ból i cierpienie. Całe lśniły i miałam wrażenie, że zaraz mi się tutaj rozpłacze. Pogłaskałam jego dłoń i czekałam, aż zacznie kontynuować.
- Tyle ile bym chciał? - przełknął ślinę. - Meg, oni nigdy na mnie nie zwracali uwagi. Odkąd pamiętam dla rodziców liczyła się tylko kasa. Wiesz jakie to jest uczucie, kiedy Ty starasz się im zaimponować, a oni mają Ciebie zwyczajnie w dupie? Nigdy nie usłyszałem głupiego "jesteśmy dumni", czy "kocham cię". Tego zazdroszczę Kasparowi. Kochającej matki, która sie o niego troszczy.
Po jego policzku popłynęła łza. Przytuliłam go i wyszeptałam jemu w ramię.
- Matthew, oni na pewno Ciebie kochają. Przestań myśleć w ten sposób.
- W takim razie dlaczego mi tego nie pokazują? - powiedział, mocniej mnie tuląc.
Pogłaskałam go po plecach.
- Może nie wiedzą jak. Nie mam pojęcia, Matt. - wyszeptałam.
Siedzieliśmy tak chwilę, do czasu aż mój przyjaciel ochłonął. Zaczęło robić się chłodno, więc postanowiliśmy wracać. Po drodze zahaczyliśmy temat nowych znajomych.
- Co myślisz o Eddiem i Melanie? - spytał.
Uśmiechnęłam się i objęłam ramionami.
- Strasznie ich polubiłam. Eddie jest uroczy, a Melanie strasznie zwariowana. Cenię sobie takie cechy. - spojrzałam na niego kątem oka. - Aczkolwiek śmiem przypuszczać, że Mel spodobała się Tobie pod wieloma względami, co?
Szturchnęłam go łokciem, a Matt się roześmiał. Skinął głową i zaczął się wpatrywać w swoje stopy.
- Wiesz, chyba się w niej zauroczyłem. - spojrzał na mnie. - Melanie jest wspaniała. Zabawna, piękna, inteligenta, urocza.. Cud dziewczyna.
Ucieszyłam się faktem, że Mattowi powrócił uśmiech na twarz. Z durgiej strony, jeśli on zacznie umawiać sie z Mel, to wtedy z kim spędzę te wakacje? "Och, przestań, Margaret. Nie zachowuj się jak idiotka". Natychmiast zganiłam się w myślach. Przecież najważniejsze jest szczęście przyjaciół.
Poklepałam go po ramieniu i posłałam ciepły uśmiech.
- Myślę, że pasowalibyście do siebie.
Popatrzył na mnie i zgarnął do siebie ramieniem.
- Dzięki, łobuziaro. Ty z Eddiem również bylibyście niczego sobie parą.
Spojrzałam na niego do góry i prychnęłam.
- W swatkę się bawisz?
Matt zachichotał i spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami,
- Meg, przecież widzę jak świetnie się czujecie w własnym towarzystwie. Nie powiesz mi chyba, że Eddie nic dla Ciebie nie znaczy, co?
Poczułam jak na moje policzki wpływają rumieńce. Owszem, przy nim czułam się jak przy nikim innym. Wspaniale, rozluźniona, mogę być sobą bez żadnego ograniczania się. Ale przecież znam go zaledwie od dwóch dni. A co jeśli ja nic dla niego nie znaczę? Z resztą, nie wchodzi to w rachubę. Popchnęłam lekko Matthew i ruszyłam pewnie do przodu.
- Chodź już lepiej, bo inni się zaczną martwić.
Za plecami usłyszałam śmiech przyjaciela i po sekundzie już był przy mnie. Do domu wróciliśmy około godziny 24. Wszyscy już spali, oprócz Kate. Martwiła się o nas i było to wyraźnie widać. Ale nie chciałam jej powiedzieć o tym, dlaczego faktycznie pojechaliśmy na spacer. Poinformowałam ją tylko, że postanowiliśmy przejść się przez plażę. Matthew zaufał mi i powierzył mi swój sekret, dlatego nie mam zamiaru nikomu o tym mówić. Pożegnałam się z Mattem i ruszyłam do łazienki na piętrze, żeby wziąć gorącą kąpiel. Podczas gdy woda nalewała się do wanny, Kate złożyła mi wizytę. Usiadła na krawędzi i spojrzała na mnie.
- Pytanie numer jeden. - zaczęła. - Gdzie byłaś?
Jęknęłam i sięgnęłam po płyn do kąpieli.
- Przecież mówiłam Ci, że poszliśmy z Mattem na plażę.
Zmarszczyła czoło i wbiła we mnie wzrok.
- Ale co wy tam robiliście?
- Chodziliśmy, a co mieliśmy innego robić?
Kate pokręciła głową i chyba dała za wygraną, bo zadała kolejne pytanie.
- A o co chodzi między Tobą, a Eddiem?
Czy wszyscy do cholery muszą mnie pytać o Eddiego? Przecież ja nic takiego nie zrobiłam, tak? Poznałam go na plaży i tyle. Chyba im sie tego nie przetlumaczy. Wlałam płyn do wody i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Zakolegowaliśmy się, nic więcej.
Przyjaciółka uśmiechnęła się i przekręciła głowę na bok.
- Nie uważasz, że jest seksowny?
Zaśmiałam się i skinęłam głową na potwierdzenie.
- Oj, tak. - westchnęłam. - Jest cholernie przystojny i seksowny.
Przyjaciółka zachichotała i poruszyła brwiami.
- Co jeszcze mi o nim powiesz?
Uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej.
- Że jest opiekuńczy i kochany. W sumie to wydaje się być pomocny, bo przecież chciał sam pozmywać po wieczorze. Jest wysportowany i zabawny. Jakby tak pomyśleć, chłopak idealny.
Kate klasnęła w dłonie i wstała gwałtownie.
- W dodatku wpadłaś jemu w oko. - dodała.
Spojrzałam na stopy i cmoknęłam językiem.
- No nie wiem. Nie jestem jakoś wyjątkowo piękna, żeby to właśnie na mnie zwrócił swoją uwagę.
Kate podeszła do mnie gwałtownie i złapała mnie za ramiona. Spojrzała mi prosto w twarz i potrząsnęła mną.
- Dziewczyno, jeśli Ty nie widzisz tego, że Eddie za Tobą szaleje, to chyba oślepłaś.
Pocałowała mnie w policzek i ruszyła w kierunku drzwi
- A teraz dobranoc, Meg.
- Dobranoc. - wydukałam, zszokowana tą rozmową.
  • awatar My imaginary world♥: Kolejny wspaniały rozdział ;) Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej i wprost już się nie mogę doczekać kolejnego wpisu ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Co powiecie na przypomnienie bohaterów?

Margaret Howse



Wiek: 20 lat
Meg ma rodzonego brata, Charliego, który ma na koncie 25 wiosen. Posiada ogromne wsparcie swoich rodziców oraz przyjaciół. Własnie skończyła liceum i wybiera się na studia. Mieszka w Londynie.

Charlie Howse



Wiek: 25 lat
Jest bratem Margaret oraz posiada piękną narzeczoną Mindy, której nie mieliśmy jeszcze okazji poznać. Pracuje w kancelarii prawnej jako adwokat.

Elizabeth i Christopher Howse



Wiek: Eliz 45, Chris 49 lat
Rodzice Meg oraz Charliego. Mama pracuje jako architekt wnętrz, ojciec zaś prowadzi własny bar.

Katherine Ledford



Wiek: 20 lat
Przyjaciółka Meg. Ma młodszego o 6 lat brata, Tomasa (ukaże się jeszcze w opowiadaniu). Ukończyła w tym roku liceum i również wybiera się na studia. Planuje zamieszkać w jednym domu ze swoimi przyjaciółmi.

Matthew Godfrey



Wiek: 20 lat
Ukończył liceum oraz wybiera się na studia razem z przyjaciółmi. Jest jedynakiem. Jego ojciec jest biznesmenem zbijającym fortunę, zaś matka wysoko ustawioną urzędniczką.

Lucas Abney



Wiek: 20 lat
Również ukończył w tym roku liceum i zamierza podjąć się studiów. Planuje zamieszkać z Kate oraz ułożyć sobie z nią życie. Posiada siostrę Marry, która jest od niego starsza o 10 lat.

Kaspar Mou



Wiek: 20 lat
Najbliższy przyjaciel Margaret, którą zna od piaskownicy. Jego rodzice właśnie dostali pracę w Barcelonie, przez co musi się tam przenieść. Ukończył szkołę razem z przyjaciółmi. Jest jedynakiem. Posiada wspaniałą dziewczynę Rachel.

Rachel Green



Wiek: 20 lat
Ukończyła w tym roku liceum. Nie wie, co będzie robić, ponieważ chciałaby być blisko swojego chłopaka Kaspara. Niestety, chłopak przeprowadza się do Barcelony i jej plany są bliżej nieokreślone.

Eddie Stone



Wiek: 22 lata
Poznał Margaret w Barcelonie. Pochodzi z małej miejscowości, znajdującej się pod Londynem. Ma brata Masona (20), który wkurza go niemiłosiernie.

Melanie Stone



Wiek: 19 lat
Mlodsza kuzynka Eddiego. Od września podejmie ostatni rok nauki w liceum. Również pochodzi z małej miejscowości pod Londynem. Posiada brata Nicolasa, który jest od niej starszy o 4 lata (23).

Alec Parker



Wiek: 20 lat
Przyjaciel Kaspara, Lucasa oraz Matthew. Grali razem w jednej drużynie piłki nożnej. Po ukończeniu liceum postanowi podjąć się studiów w innym mieście i rozpocząć nowe życie.
 

 
Bayern! Bayern! Lewy prowadź ich do zwycięstwa, cholera Mam nadzieję na finał vs Real!

 

 
Lecisz po brąz razem ze Skrą!
 

 

"It's been a long day, without you my friend
And I'll tell you all about it when I see you again
We've come a long way from where we began
Oh I'll tell you all about it when I see you again
When I see you again"

"And what's small turned to a friendship
A friendship turned to a bond
And that bond will never be broken
The love will never get lost
And when brotherhood come first
Then the line will never be crossed"
 

 
Rozdział 12
Rano poczułam jak coś smyra mnie po plecach. Otworzyłam oczy i odwróciłam się. Przede mną ukazał się Kaspar.
- Wstajemy, wstajemy. - powiedział śpiewnym głosem. - Twój telefon dzwonił z trzy razy.
Usiadłam prosto i sięgnęłam po komórkę, znajdującą się na stoliku nocnym. Faktycznie miałam kilka połączeń nieodebranych. Dziwne, że dzwonek mnie nie obudził.
- Dzięki, Kasp. - powiedziałam, przeciągając się. - Dobra, oddzwonię i zaraz do was zejdę na śniadanie.
Przyjaciel prychnął i wskazał głową na zegar, wiszący na ścianie.
- Chyba chciałaś powiedzieć obiad.
Zdziwiona spojrzałam na godzinę i okazało sie, że jest 13:30. Jęknęłam i skinęłam głową. Przyjaciel posłusznie wyszedł z pokoju, a ja na spokojnie mogłam oddzwonić do Eddiego. Pierwszy sygnał, drugi sygnał..
- Halo? - rozbrzmiał głos w słuchawce.
- Cześć. - powiedziałam speszona. - Dzwoniłeś do mnie?
- A tak, tak. Zgadza się. Poczekaj chwilkę.
W słuchawce usłyszałam jak Eddie wyprasza kogoś z pokoju i zamyka drzwi.
- Już jestem. - odchrząknął. - Słuchaj, nie chciałabyś pójść dzisiaj pozwiedzać z nami Barcelonę?
Uśmiechnęłam się na myśl o spędzeniu czasu z nowo poznanymi ludźmi, aczkolwiek nie mogę zapominać o tym, że nie przyjechałam tutaj sama.
- Wiesz, bardzo chętnie, ale pewnie będę szła z przyjaciółmi porozglądać to tu to tam.
- Żaden problem. - rzucił szybko. - Mogą pójść z nami. To jak będzie?
- Porozmawiam z nimi i do Ciebie oddzwonię.
- Nie ma sprawy. Do usłyszenia, skromnisiu.
Uśmiechnięta zbiegłam na dół do przyjaciół i zajęłam miejsce przy stole. Na obiad przygotowali spaghetti.
- Co Tobie tak wesoło, Meg? - spytał Matthew.
Wskazałam na niego widelcem.
- Mam dla was propozycję nie do odrzucenia.
Podczas obiadu opowiedziałam im całe wydarzenia z wczoraj oraz propozycję dotyczącą dzisiejszego dnia. Przyjaciele bez zastanowienia zgodzili się i już po godzinie spotkaliśmy się z Eddiem i Melanie. Najpierw poszliśmy zwiedzić Pałac Guell. Architektura i urok tego miejsca był wspaniały! Następnie w drodze do miasta zatrzymaliśmy się przy fontannie, ponieważ Matt i Mel zechcieli zjeść sobie po lodzie. Reszta również ustawiła się w kolejce, lecz ja nie miałam na to ochoty. Usiadłam sobie w cieniu i ogladałam wydobywającą się wodę z fontanny.
- Ładny widok, co? - usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i zauważyłam uśmiechniętego Eddiego. Skinęłam głową i zrobiłam jemu miejsce na ławce, żeby mógł spocząć.
- Piękny. - powiedziałam uśmiechnęta.
Chłopak westchnął i podał mi shake. Spojrzałam na niego zaskoczona.
- To dla Ciebie. - wyszczerzył zęby. - Pomyślałem, że może się skusisz.
Wzięłam go do ręki i upiłam łyk.
- O rany, w życiu nie piłam lepszego. - popatrzyłam mężczyźnie w twarz. - Dzięki.
Chłopak wzruszył ramionami i zaczął jeść swojego loda.
- Więc na jak długo tutaj przyjechaliście?
Opuściłam głowę na dół zaczęłam obracać kubek w ręce.
- Ja, Kate, Lucas, Matt i Rachel będziemy tutaj przez czerwiec i lipiec.
- A Kaspar?
Wzięłam łyk shake i spojrzałam na wodę.
- On się tutaj przeprowadził.
- Przykro mi.
Popatrzyłam na niego kątem oka i zauważyłam, że on naprawdę tak myśli. Współczucie było wymalowane na jego twarzy. Oczywiście, że było mi źle w związku z przeprowadzką mojego najlepszego przyjaciela. Przecież znam go od piaskownicy, a teraz będą nas dzielić kilometry. Westchnęłam i upiłam kolejny łyk.
- Mi też. - wyszeptałam.
Chłopak wstał nagle i wyciągnął do mnie rękę.
- No, koniec tego dobrego. Pokażę Ci coś.
Podałam jemu dłoń i stanęłam na nogi z jego prośby.
- Zamknij oczy i daj mi się poprowadzić. - kontynuował.
Popatrzyłam na krawężniki nas otaczające i cmoknęłam zniesmaczona.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież ja się tutaj wyłożę.
Chłopak roześmiał się i stanął za mną. Poprosił, żebym potrzymała loda, więc też tak zrobiłam. Złapał mnie rękoma w tali.
- Co Ty kombinujesz? - spytałam zaciekawiona.
- Zaufaj mi. A teraz zamknij oczy i daj mi się poprowadzić.
Niepewnie skinęłam głową i zrobiłam tak, jak poprosił mnie o to Eddie. Powoli stawiałam kroki. Okazało się, że chłopak jest wspaniałym przewodnikiem, bo ani razu się nie potknęłam. Kiedy usłyszałam wyraźny plusk wody, Eddie powiedział, żebym się zatrzymała. Wziął z mojej ręki loda i włożył do niej monetę.
- Pomyśl życzenie i rzuć to do fontanny. - powiedział swoim delikatnym głosem. - Jeśli trafisz, ono się spełni. Jeśli nie, no to cóż.. próbowałaś.
Nie wierzę w takie bzdury, ale co mi tam. Pomyślałam sobie o tym, że chciałbym mieć niezapomniane wakacje. Przeżyć wspaniałe przygody z przyjaciółmi, tak jak zwykle było to z Kasparem. Chciałam, żeby dobrze mnie zapamiętał. Nabrałam powietrza do płuc i rzuciłam. Usłyszałam plusk i otworzyłam oczy.
- Trafiłam? - spytałam z niedowierzaniem.
Uśmiechnięty Eddie skinął głową i zaklaskał w dłonie. Roześmiałam się i upiłam kolejny łyk shake. Przyjaciele w tym czasie zdążyli pozamawiać swoje lody i byli już gotowi do dalszego zwiedzania. Tego dnia byliśmy w przeróżnych, wspaniałych miejscach. Od razu pomyślałam, że Rachel w życiu nie zaplanowała by nam tyle atrakcji na popołudnie. Kaspar w podzięce za oprowadzenie nas po Barcelonie zaprosił Eddiego i Melanie do nas na wieczór. Z początku nie chcieli się zgodzić, ale w końcu ulegli urokowi i namowom Kaspara. Wróciliśmy więc do domu około 21 i włączyliśmy telewizor.
- To ja może zrobię jakieś przekąski? - zaproponowałam.
- Pomogę Ci. - rzucili równocześnie Matthew i Kate.
Skinęłam głową i udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i zaczęłam w niej szperać.
- Co by tu wykombinować.. - mruknęłam.
Wychyliłam się i spojrzałam na przyjaciół.
- Co powiecie na ziemniaki zapiekane z serem?
Matthew i Kate uśmiechnęli się szeroko i skinęli głowami. Wyciągnęłam więc z lodówki ser oraz ketchup i sięgnęłam ziemniaki ze schowka.
- Skoro chcieliście pomóc to obierzmy pyrki. W trójkę pójdzie nam znacznie szybciej.
Jak powiedziałam tak się i stało. Oczywiście Matthew nie potrafił zachować powagi i w pewnym momencie zaczął chlapać mnie wodą z garnka. Odpłaciłam się tym samym. Powygłupialiśmy się trochę, lecz Kate szybko nas sprowadziła do porządku, mówiąc przy tym, ze w taki sposób nie zrobimy ich do jutra. Kiedy skończyliśmy je obierać i ziemniaki wylądowały już na gazie, przyjaciółka spojrzała na mnie, opierając się przy tym biodrem o stół.
- Jak to z Tobą jest, Meg? - spytała.
Krojąc ser spojrzałam na chwilę w górę, aby móc zerknąć na przyjaciółkę.
- Co masz na myśli?
- Ciebie i Eddiego.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam nóż do zlewu. Wytarłam ręce i ściągnęłam garnek z ziemniakami z gazu.
- Możesz sprecyzować pytanie?
Kate jęknęła, a ja zaczęłam się chichrać pod nosem. Wylałam wodę z garnka i połozyłam ziemniaki na stole. Podałam trzy łyżeczki i zaczęliśmy wydobywać z pyrek miąższ.
- Zbliżyliście się do siebie. - sprostowała.
Zaśmiałam się i pokręciłam głową z rozbawienia.
- Lubię go, wydaje się być w porządku.
Matthew uniósł brwi do góry i popatrzył na mnie niejednoznacznie.
- Dało się zauważyć. - cmoknął językiem, uśmiechając się. - Chyba wpadłaś jemu w oko, co?
Przewróciłam oczami i zaczęłam nakładać ser na miąższ.
- Po prostu.. Hmm.. Dobrze się rozumiemy.
Zaśmiał się i począł robić to samo, co ja. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Ty z Melanie też chyba masz się ku sobie, co?
Matthew popatrzył na salon, po czym spojrzał na mnie.
- My po prostu.. Dobrze się rozumiemy.
Roześmiałam się i powróciłam do pracy. Poszło nam dośc sprawnie, bo po czterdziestu pięciu minutach przystawki wylądowały już na naszym stole. Usiadłam na podłodze, opierając się przy tym o łóżko. Chłopacy włączyli jakiś horror. Nawet tego nieświadoma przybliżyłam się do Matta wtulając w jego ramie. Roześmiał się i przyjrzał dokładnie.
- No co Ty, Meg. - drażnił się. - Boisz się filmu?
- Zamknij się. - burknęłam.
Matthew zachichotał i zaczął oglądać dalej film. Z drugiej strony zauważyłam, że wtula sie w niego Melanie. Uśmiechnęłam się na ten widok i lekko odsunęłam od przyjaciela. Zdawało się, że nawet tego nie zauważył. Nie chciałam im po prostu przeszkadzać. Po mojej drugiej stronie siedział Eddie, który przyglądał się całej sytuacji.
- Zazdrosna? - szepnął.
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głowa.
- Wolę zostawić ich samych. - powiedziałam bezgłośnie.
Usiadłam prosto, wtulając sie w poduszkę. Nie znoszę horrorów paranormalnych i wszyscy moi przyjaciele doskonale o tym wiedzieli. W pewnym momencie, kiedy to napięcie w filmie było wysokie, poczułam jak coś mnie szturcha w lewy bok. Wystraszona chciałam wrzasnąć, ale zauważyłam, że to tylko Eddie przysunął się i objął mnie ramieniem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cała się trzęsę. Przez głupi horror, wyobrażacie to sobie? Wdzięczna wtuliłam się w niego i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano obudziłam się w takiej samej pozycji, w jakiej wczoraj siedziałam z Eddiem. Byłam w niego wtulona, a on oparł swoją głowę o moją. Najwyraźniej nie tylko ja wczoraj odpłynęłam podczas filmu. Normalnie poczułabym się nieswojo w takiej pozycji z chłopakiem, którego poznałam zaledwie przedwczoraj, lecz Eddie miał w sobie coś takiego, że przy nim nie krępowałam się aż tak bardzo. No chyba, że zasypywał mnie komplementami. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że Matthew i Melanie nie ma w pomieszczeniu. Reszta jeszcze spała. Nie chcąc budzić chłopaka, położyłam głowę tak, jak leżała wcześniej i ponownie zasnęłam. Obudziłam się godzinę później, kiedy to Eddie próbował wstać. Otworzyłam oczy akurat w momencie, gdy jego twarz znajdowała się blisko mojej.
- Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
Również się uśmiechnęłam i odsunęłam od niego na kawałek.
- Cześć. Gdzie reszta?
Eddie wstał, podając mi przy tym rękę do pomocy. Przeciągnęłam się i rozejrzałam po pokoju.
- Matthew i Melanie już nie było, kiedy się przebudziłem. - chłopak ziewnął i kontynuował. - Kaspar i Rachel przenieśli się do jego pokoju, a Kate z Lucasem poszli się przejść.
Prychnęłam i skinęłam głową. Spojrzałam na Eddiego i nieśmiało spytałam.
- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli pójdę się odświeżyć?
- Śmiało.
Pobiegłam więc do swojego pokoju, wzięłam zapinaną koszulę i krókie spodenki. Ruszyłam do łazienki i weszłam pod prysznic. Spięłam włosy w rozwalanego się koka i odkręciłam wode. Dziesięc minut później byłam juz w salonie ubrana i uśmiechnięta. Ku mojemu zdziwieniu pomieszczenie zostało posprzątane. Zaciekawiona spojrzałam do kuchni, skąd wydobywały się jakieś odgłosy. Moim oczom ukazał się Eddie, zmywający po przekąskach. Podeszłam do niego i złapałam za talerze.
- Eddie, no proszę Cię. - zaczęłam. - Przecież nie musisz po nas sprzątać.
Chłopak posłał mi promienny uśmiech i złapał mnie za dłoń, żeby ją strącić z naczyń.
- Daj spokój, Meg. Tak przynajmniej mogę się odpłacić za.. emm.. nocleg? Tak chyba można to nazwać?
Uśmiechnęłam sie i pokreciłam głową z niedowierzania. Matko, czemu nasi chłopacy sami z siebie nie zmywają? Życie było by prostsze. Zauważyłam, że Eddie w dalszym ciągu nie puszcza mojej dłoni. Speszona zabrałam swoją rękę i poprawiłam nią kosmyk włosy, który wypadł mi z koka.
- To ja może.. - zająknęłam się. - Ekhm, to ja może śniadanie zrobię, co?
- Niepotrzebnie! - usłyszałam uradowany głos Matthew z salonu. - Z Melanie zaszliśmy do restauracji i wzięliśmy coś do jedzenia na wynos.
Zaciekawiona spojrzałam na dwójkę ludzi i uśmiechnęłam sie na widok szczęśliwego Matta.
- Co dobrego kupiliście? - spytał Eddie, wyglądając ponad moim ramieniem.
Matthew zmierzył go wzrokiem od stóp do głów, po czym spojrzał na mnie. Rzuciłam jemu zaciekawione spojrzenie, a on tylko pokręcił głową i uśmiechnął się szeroko.
- Wafle z jajkami po benedyktyńsku. - rzuciła Melanie.
- Wspaniale! - powiedziałam równo z Eddiem.
_________________________________________________________
Kolejny rozdział gotowy!

  • awatar I'm ready to run: Haha, nie przejmuj się :p Brzmi ciekawie :P
  • awatar My imaginary world♥: Na samym początku opowiadania sądziłam, że Meg i Matt powolutku będą sie ku sobie zbliżać. Ale jednak sie myliłam, co właściwie nie jest złe bo Meddie też jest całkiem spoko ;) OMG to twoje postacie a ja już wymyśliłam połączenia z ich imion wybacz xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›